Power Ranking dla polskiej grupy E na Euro 2020. Oceniamy formę reprezentacji 2 tygodnie przed turniejem!

Rozgrywki ligowe ledwo się zakończyły, a Euro 2020 już za pasem! Poniżej przyglądamy się formie reprezentacji, które razem z Polską zmierzą się na Euro 2020 w grupie E. W ostatnich tygodniach kilka rzeczy się zmieniło. Oto Power Ranking dla grupy E dwa tygodnie przed turniejem!

Powiązane:

1. Hiszpania – zagrają bez kapitana!

Trudno stwierdzić, co by się musiało stać, aby Hiszpanie przestali być faworytem grupy E. Cały czas jest to zespół z największą piłkarską jakością, którego należy stawiać w gronie ścisłych faworytów do triumfu na mistrzostwimach Europy. W ciągu ostatnich kilku dni selekcjoner reprezentacji Luis Enrique wywołał jednak niemałą burzę, ponieważ nie powołał na turniej kapitana drużyny…

1. Jednak nie Francuz!

Tuż przed Euro okazało się, że na turniej wraz z reprezentacją Hiszpanii uda się Aymeric Laporte, obrońca Manchesteru City, który jednak przez cały czas był rozpatrywany jako potencjalny gracz… kadry Francji. 26-latek urodził się we francuskim Agen, ale ma pochodzenie baskijskie, dlatego też swego czasu grał w Athletiku Bilbao, który stawia tylko na piłkarzy z Kraju Basków – leżącego właśnie w granicach Hiszpanii. Konkurencja na środku obrony reprezentacji Francji jest jednak ogromna, dlatego Laporte – choć występował w kadrach młodzieżowych – nigdy nie otrzymał powołania od selekcjonera Didiera Deschampsa. Postanowili wykorzystać to działacze Hiszpanii, którzy załatwili wszelkie formalności związane z paszportem oraz pozostałą dokumentacją i wzięli obrońcę City na Euro 2020!

2. Na barkach Atletico

Nie Barcelona, nie Real, a madryckie Atletico zdobyło tytuł mistrza Hiszpanii. Radości z przełamania stołeczno-katalońskiego monopolu nie było końca, a to oznacza, że w świetnych humorach na Euro pojadą Koke i Marcos Llorente, pomocnicy “El Atleti”,  mający realne szanse na występy w wyjściowej jedenastce. W podobnych nastrojach mogą być także mistrzowie z Manchesteru City – Laporte, Eric Garcia, Rodri i Ferarn Torres

1. Ramos nie jedzie

Prawdziwym szokiem dla opinii publicznej było natomiast to, że na mistrzostwa Europy Luis Enrique nie zabrał kapitana zespołu, Sergio Ramosa! 180-krotny reprezentant kraju to jedna z ikon “La Furia Roja”, która w szeregach drużyny grała regularnie od ponad 16 lat. Nawet jeśli w ostatnich miesiącach Ramos nie zawsze występował w spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty, to i tak pełnił w szatni bardzo ważną funkcję mentora i motywatora, przykładu do naśladowania. Pewne plotki o jego ewentualnym niepowołaniu zaczęły pojawiać się na początku maja, ale i tak spodziewano się, że koniec końców 35-latek na Euro pojedzie. Enrique pokierował się jednak zasadą, że ci zawodnicy, którzy nie grają w swoich klubach, nie mogą udać się z resztą na mistrzostwa – a Ramos przez większość rundy wiosennej leczył dręczące go kontuzje. Inna sprawa, że w takiej sytuacji niezrozumiałe jest powołanie Erika Garcii z Manchesteru, który w całym sezonie zagrał w klubie… nieco ponad 850 minut, mało.

2. Nie ma Realu

Taka historia nie przydarzyła się jeszcze nigdy w historii futbolu! To będzie pierwszy turniej mistrzowski reprezentacji Hiszpanii, na który nie pojedzie ani jeden zawodnik Realu Madryt. Wspomniany Ramos to jeden przypadek, ale szansy nie dostał także regularnie i solidnie grający w stolicy Nacho Fernandez, stały bywalec Dani Carvajal czy – co akurat bardziej zrozumiałe – Isco oraz Marco Asensio. Dla Realu taka sytuacja to rzecz bliska hańby, bo nie bez powodu jego przydomek brzmi “Królewscy”. 

2. Polska – na plecach Lewandowskiego

Kontuzje omijają podstawowych zawodników, a najlepszy piłkarz jest w życiowej formie – Polska nie może więc narzekać na przedturniejowy klimat. O pokonanie Hiszpanów nadal może być trudno, ale powalczenie o 2. miejsce zdaje się być coraz pewniejszym obowiązkiem.

1. “Lewy” jest w gazie!

Jeśli w formie jest Robert Lewandowski, w formie jest cała polska reprezentacja. Zespół z kraju nad Wisłą jest uzależniony od swojego kapitana, co w sumie dziwić nie może, bo w końcu mówimy o największej polskiej gwieździe, najlepszym napastniku (czy w ogóle piłkarzu) świata, który znajduje się w nieziemskiej formie. Ostatnio snajper Bayernu Monachium zgarnął nagrodę Złotego Buta dla najskuteczniejszego napastnika lig europejskich, a w niemieckiej Bundeslidze pobił historyczny rekord Gerda Muellera, strzelając w trakcie sezonu 41 goli w (zaledwie) 29 występach. Mając w składzie takiego zawodnika, nawet pozornie beznadziejny mecz Polska będzie w stanie przeważyć na swoją korzyść. 

2. Powrót Kędziory

Nie do końca było wiadomo, dlaczego na swoje pierwsze zgrupowanie selekcjoner Paulo Sousa nie zabrał Tomasza Kędziory, który świetnie sobie radzi w Dynamie Kijów. W przypadku mistrzostw Europu Portugalczyk już takiego błędu jednak nie popełnił i ten niezwykle solidny defensor – mogący także grać na środku w ustawieniu z 3 stoperami – koniec końców w kadrze na Euro się znalazł. Kędziora jest piłkarzem mogącym zapewnić stabilizację bloku defensywnego, a ta będzie podczas turnieju niezwykle istotne.

1. Kolejni nieobecni

Kontrowersje wzbudza niezabranie na Euro Kamila Grosickiego czy Sebastiana Szymańskiego, ale z tych wyborów selekcjonera rozliczać się będzie dopiero po imprezie. Pewne natomiast jest, że gdyby nie kontuzje, to na mistrzostwa pojechaliby Krzysztof Piątek oraz Arkadiusz Reca, których zdrowie jednak nie pozwoliło pomóc reprezentacji. “Piona” w meczu Herthy Berlin złamał kostkę i będzie musiał pauzować przez kilka miesięcy, natomiast Reca w meczu z Crotone uszkodził łąkotkę. Czy obaj ci zawodnicy wybiegliby w wyjściowej jedenastce na Euro, tego nie wiadomo, ale ich obecność na pewno byłaby bardzo istotna. Piątek jest bowiem napastnikiem, który zawsze ma co najmniej jedną dogodną sytuację strzelecką w meczu, natomiast Reca był rozwiązaniem na polskie braki związane z nieurodzajem na pozycji lewego obrońcy bądź wahadłowego. Do ataku Sousa powołał w zastępstwo Jakuba Świerczoka, a zamiast Recy na kadrę pojechał debiutant Tymoteusz Puchacz – obaj są piłkarzami grającymi w polskiej Ekstraklasie. Warto także przypomnieć, że już znacznie wcześniej pewne było, że z powodu kontuzji mistrzostwa opuszczą defensywnie usposobieni pomocnicy: Krystian Bielik oraz Jacek Góralski.

2. Obawy o zgranie

Że trener Sousa jest elastyczny taktycznie i nie boi się zmian, o tym przekonaliśmy się podczas marcowych meczów. Widać jednak było, że choć na futbolu nowy selekcjoner się zna i chce, aby jego zespół grał ładną i ofensywną piłkę, czasem ta mnogość rozwiązań nie pomagała zawodnikom. Gdyby Portugalczyk pracował z reprezentacją na co dzień, o poziom jej gry można by było być spokojnym, ale tyle czasu Sousa po prostu nie ma. Dlatego można mieć pewne obawy dotyczące tego, czy jego pomysł zostanie odpowiednio szybko przekazany i wdrożony w piłkarskie umysły kadrowiczów podczas niespełna 3-tygodniowego zgrupowania przed mistrzostwami Europy. Z reprezentacją pracuje się trudno, nie ma tam czasu na testowanie, sprawdzanie i cierpliwe wypracowywanie pewnych efektów, schematów. Tam trzeba działać szybko, konkretnie i w sposób jak najwygodniejszy dla posiadanego potencjału, którego nie można skorygować transferowymi decyzjami. Podstawowe pytanie brzmi więc: czy Sousa zdąży?


Czytaj również:


3. Szwecja – lekko się posypali

Więcej powodów do smutku niż do radości mieli ostatnio Szwedzi, których sytuacja reprezentacyjna na przestrzeni paru miesięcy znacznie się pogorszyła. Ciągle jest to zespół dysponujący nie najgorszym potencjałem, ale ten potencjał został wyraźnie osłabiony – co jest dobrą wiadomością dla Polaków i bramkostrzelnego Roberta Lewandowskiego.

1. Liczą na młodego

Choć pochodzi z Macedonii Północnej, reprezentuje Szwedów, którzy mają nadzieję, że na Euro zaprezentuje światu swój ogromny potencjał. Dejan Kulusevski w Juventusie może nie gra pierwszych skrzypiec, ale w tej chwili jest najwyżej wycenianym piłkarzem szwedzkiej kadry. W obecnej sytuacji, kiedy kilku piłkarzy boryka się z problemami zdrowotnymi czy szuka swojej dobrej dyspozycji, 21-latek może liczyć to, że mistrzostwa rozpocznie w wyjściowej jedenastce, a taka sytuacja tylko może zmotywować go do świetnej gry. Bo że grać potrafi, wszyscy w Europie wiedzą.

1. Zlatan nie jedzie na Euro!

Nie jest jednak tajemnicą, że na Kulusevskiego w Szwecji spogląda się z tym większą nadzieją, że pozostała część skandynawskiej brzytwy została mocno stępiona. Największą bolączką Szwedów jest oczywiście brak Zlatana Ibrahimovicia – żywej legendy, absolutnej gwiazdy i postaci nie do podrobienia. Napastnik Milanu w końcówce sezonu Serie A doznał kontuzji, która wykluczyła go z nadchodzącego turnieju. Jest to wiadomość tym boleśniejsza, że “Ibra” wrócił do kadry przede wszystkim po to, aby pomóc jej w ugraniu dobrego wyniku na Euro… Teraz co najwyżej pozostało mu wspieranie swoich kolegów z kanapy przed telewizorem.

2. Przydałaby się forma

Brak Ibrahimovicia to jedna bolączka, bo ogólnie cała szwedzka ofensywa przeżywa pewien kryzys. Wiele można spodziewać się po Emilu Forsbergu, jednym z najbardziej kreatywnych graczy reprezentacji, ale prawda jest taka, że jego wiosenna forma w RB Lipsk (co tyczy się zresztą całej drużyny) pozostawiła sporo do życzenia. Występujący w niemieckim Mainz Quaison również ma za sobą sezon słabszy niż ten wcześniejszy – bo dla porównania w minionych rozgrywkach Bundesligi zdobył 6, podczas gdy w jeszcze poprzednich rozgrywkach 13 goli; czyli zaliczył regres o połowę. 34-letni Marcus Berg także zaciął się z formą w rosyjskim Krasnodarze i w 2021 roku zdobył ledwie… jedną bramkę. Również Alexander Isak – który w LaLiga zdobył łącznie 16 goli – od marca zaczął notować obniżkę formy.

3. Zachwianie w obronie

Szwecja słynęła ze swojej gry defensywnej, ale w ostatnich miesiącach również ta formacja przeżywała pewne kłopoty. Pewne problemy zdrowotne i dyspozycyjne spowodowały, że selekcjoner Janne Andersson na przedturniejowe zgrupowanie dowołał na szybko Pierre’a Bengtssona (Vejle) i Joakima Nilssona (Arminia Bielefeld), którzy mają wspomóc drużynę. – Powołałem ich, żeby wsparli nas w sparingu z Finlandią, co ma związek z trudną sytuacją w naszej defensywie – przyznał szwedzki selekcjoner.


Czytaj także:


4. Słowacja – liczą, że uda się odpalić

Nie zmienia się pozycja Słowacji w Power Rankingu. Nadal trudno sobie wyobrażać, aby nasi południowi sąsiedzi byli w stanie zdziałać coś na Euro. Oczywiście można liczyć na pewną sensację czy niespodziankę, bo tego typu rzeczy futbol widział już nie raz, ale ogólna atmosfera u Słowaków nie jest najlepsza.

1. Nikt na nich nie stawia

To często jeden z głównych argumentów, który przemawia za tymi słabszymi teoretycznie reprezentacjami – ich słabość właśnie. Wielokrotnie w historii futbolu zdarzały się sytuacje, kiedy faworyci podchodzili ze zbyt dużą swobodą do starcia z ekipami pokroju Słowacji i potem mocno się dziwili, kiedy na boisku nie wszystko szło po ich myśli. Może to się wiązać także z tym, że pozostałe zespoły będą chciały wyjść na Słowaków z bardziej ofensywnym nastawieniem, co może zostać skarcone przez kontrataki naszych sąsiadów. Brak presji to także istotny element, który w decydujących momentach pomoże odciążyć głowy i nogi słowackich piłkarzy.

1. Co z tym Hamsikiem?

Marek Hamsik to dla słowackiego futbolu postać o takiej skali, jak Zlatan Ibrahimović dla Szwecji czy Robert Lewandowski dla Polski – a to także sporo mówi o jakości tej reprezentacji, bo na ten moment Hamsik jest piłkarzem szwedzkiego Goeteborgu, gdzie jego forma nie jest najwyższa. Przez większość swojej kariery ten ofensywny pomocnik na zgrupowania kadry przyjeżdżał w świetnej dyspozycji jako gwiazda włoskiego Napoli, ostatnio zaś jego kariera przechodziła przez pewien trudniejszy okres. Z odpowiednio przygotowanym Hamsikiem Słowacja zyskuje dużo mocy, ale to właśnie przygotowanie stoi obecnie pod największym znakiem zapytania. – Doceniam to, że ma bogate doświadczenie, jest zdyscyplinowany i przede wszystkim zawsze w stu procentach gotowy do pomocy drużynie narodowej. To bardzo ważne cechy charakterystyczne dla niego – mówił selekcjoner Stefan Tarković.

2. Rozebrani do naga

Nie jest też żadną tajemnicą, że w ostatnich miesiącach cała słowacka federacja przeżywała kryzys. Było zamieszanie z selekcjonerem, było wiele medialnej krytyki, pytania o Hamsika, przemiana pokoleniowa, poszukiwanie nowych liderów, brak stabilizacji i ogólny chaos, który przyniósł chociażby nieco kompromitujący remis z Maltą. Choć od marcowego zgrupowania trochę czasu już minęło, sytuacja zbytnio się nie uspokoiła, bo może i kadra nie zagrała żadnego meczu, ale jej problemy nagle nie zniknęły. – Nasze ostatnie marcowe zgrupowanie „rozebrało nas do naga”. Pokazało nam wszystkie braki i problemy, jakie ma obecnie nasza reprezentacja. Słowacja jest aktualnie na etapie przebudowy. Po odejściu piłkarskich osobistości musimy znaleźć nowych liderów, którzy stopniowo przejmą przywódcze role w tym zespole. Musimy ustabilizować grę drużyny i znaleźć równowagę wyników – przyznał w jednym z wywiadów selekcjoner Tarković.

3. Lobotka sobie nie pomógł

Na Słowacji wiele oczekiwano sobie po Stanislavie Lobotce, którego talent mogli podziwiać chociażby polscy kibice, gdy ten pomocnik wraz z reprezentacją młodzieżową w 2017 roku czarował swoimi umiejętnościami na Euro U-21 rozgrywanym w naszym kraju. Miniony sezon Lobotka spędził w Napoli, ale zawiódł na całej linii, w 2021 roku łapiąc tylko kilka ligowych “ogonów”. Mierzący 172 cm wzrostu pomocnik nie jest już taki młody, w listopadzie skończy 27 lat, więc czasu na prawdziwy europejski błysk z każdym kolejnym miesiącem zostaje mu coraz mniej. Jego słaba forma w Neapolu także mocno martwi słowackich sympatyków futbolu, bo chcieliby oni liczyć na Lobotkę niemalże tak, jak na Hamsika w jego najlepszym okresie.

⚽ Sprawdź aktualne kursy na Euro 2020! Odbierz kod bonusowy STS i typuj wyniki!

Tags: