Flora Tallin – Legia Warszawa. Mistrz nie ma już wymówki

legia w europejskich pucharach

Jeżeli rozstrzygnięcie meczu Flory Tallin z Legią Warszawa nie doprowadzi do awansu mistrza Polski, będzie to nie lada sensacja. Oprócz tego zresztą – co może ważniejsze – „Wojskowi” posmakują w takim przypadku kolejnej w ostatnich latach europejskiej kompromitacji. Męki, jakie zaprezentowali fanom w pierwszym spotkaniu tych drużyn, i tak były już zbyt duże. W rewanżu wymówek nie będzie już jednak żadnych, bo robotę trzeba po prostu wykonać. Tym bardziej że przecież trener Czesław Michniewicz w ligowym spotkaniu z Wisłą Płock wymienił w praktyce całą drużynę i zagrał zmiennikami… Czy da to pożądane efekty? Sprawdź nasze typy i analizę!

Flora vs Legia. Typy i kursy bukmacherskie

Nie można mówić o tym, że Flora nie została doceniona. Jej kapitan, Konstantin Vassiljev, mówił jednak o tym, że tylko trener i piłkarze Legii podchodzą do jego zespołu poważnie. Nie zmienia to jednak faktu, że Legia zagrała u siebie słabo i choć wygrała rzutem na taśmę 2:1, spadło na nią dużo zasłużonej krytyki. „Wojskowi” byli ewidentnym faworytem tamtego spotkania i choć tym razem jest podobnie (kurs na wygraną Polaków to 1,75), to gospodarzy z Tallina nie można tak łatwo skreślać. Obstawiając ich wygraną po kursie 4,80 można się nieźle dorobić, aczkolwiek logika i czysta sportowa jakość jest po stronie zespołu z Warszawy.

Inna sprawa, że legioniści zapewne będą zmotywowani mocniej niż przed tygodniem. Kwestię ich awansu bukmacherzy uznają za coś pewnego, bo kurs 1,13 jest w tym kontekście wręcz śmiesznie niski. Nieważne jak, ale awansują – tak można interpretować postrzeganie Legii w tym dwumeczu. Wspomniany Vassiljev mówił zresztą, że to „Wojskowi” mają obowiązek pokonania Flory, nie na odwrót. Estończycy na pewno skorzystają na tym, że zagrają na własnym stadionie. „Kaktusy” zresztą zwyciężały pierwszą połowę w 10 z ostatnich 15 meczów, co można obstawić po kursie 4,85. Flora będzie ostrożna, ale jeśli wyczuje okazję, będzie chciała ją wykorzystać.

Trudno zakładać, aby warszawiacy nie zdobyli żadnej bramki w tym spotkaniu. Oczywiście można to obstawić po kursie 5,80, ale jest to mało prawdopodobne. Należy jednak pamiętać, że „Wojskowi” będą musieli radzić sobie w następnych miesiącach bez bardzo ważnego w legijnej układance Bartosza Kapustki. To właśnie ten zawodnik napoczął Florę w pierwszym meczu, strzelając gola po efektownym rajdzie przez ponad pół boiska. Jego brak może utrudnić mistrzom Polski ofensywne poczynania, chociaż prędzej czy później powinni oni złamać estońskie szyki. Gracze z Tallina często wygrywają pierwsze połowy, ale to Legia w 4 z ostatnich 5 meczów eliminacji do Ligi Mistrzów jako pierwsze strzelała gola.

Pytanie też brzmi, kto tę bramkę może zdobyć. Największe szanse bukmacherzy dają oczywiście Tomasowi Pekhartowi i Mahirowi Emreliemu, choć nie bez możliwości są Rafael Lopes i Luquinhas. Zastanawiające jest też to, kto wskoczy w miejsce Kapustki. Jeśli Michniewicz zagra odważnie i zdecyduje się na wariant ofensywny, może postawić na wyróżniających się zmienników z meczu ligowego – Ernesa Muciego i Josuego. Ten pierwszy zdobył zresztą wtedy piękną bramkę i tym razem bukmacherzy także twierdzą, że Albańczyk ma szanse na kolejne trafienie (kurs 4,00).

⚽ Sprawdź kursy na Ligę Mistrzów! Odbierz bonusy bukmacherskie i typuj faworytów!

*Kursy aktualne na dzień 27.07.2021

Kiedy i gdzie odbędzie się mecz Flory z Legią?

  • Wtorek, 27.07.2021, godz. 18:00
  • A. Le Coq Arena/Lillekuela Stadium (Tallin)

Transmisja telewizyjna

  • TVP Sport, godz. 17:55

Legia Warszawa – Flora Tallin. Przypuszczalne składy

Flora

Matvei Igonen (Estonia) – Michael Lilander (Estonia), Marten Kuusk (Estonia), Henrik Puerg (Estonia), Marco Lukka (Estonia), Henrik Ojamaa (Estonia) – Sergei Zenjov (Estonia), Konstansin Vasilljev (Estonia), Markus Soomets (Estonia), Martin Miller (Estonia) – Rauno Sappinen (Estonia)

Trener Juergen Henn (Estonia)

Ekipa z Tallina w swojej lidze najczęściej może cieszyć się z przewagi w posiadaniu piłki, ale w starciu z Legią będzie liczyć głównie na kontry. Nic też dziwnego, że mająca wiele ofensywnej jakości drużyna z Warszawy zmusiła Florę do bardziej defensywnego ustawienia. Stąd też trener Juergen Henn zdecydował się w pierwszym spotkaniu na grę pięcioma obrońcami, zamiast najczęściej spotykanego pod jego wodzą 1-4-2-3-1.

W stolicy Polski Flora zagrała więc 1-5-4-1, a więc mocno zaakcentowała aspekt obronny. Mimo tego była w stanie zagrozić bramce Artura Boruca, na co duży wpływ miał kapitan Konstantin Vassiljev czy napastnik Rauno Sappinen. Trener Henn zapowiadał przed rewanżem, że wraz z drużyną dużo pracowali nad kwestią posiadania piłki i grania z kontry. Estończycy dużą wiarę pokładają także w swoich kibicach, którzy – jak przyznał Henn – wyciskają z graczy 110% umiejętności.

Na szczególną uwagę zasługują trzy nazwiska. Doświadczony kapitan i główny rozgrywający Konstantin Vassiljev oraz szybcy skrzydłowi: wspomniany Ojamaa oraz Sergei Zenjov. Jeszcze niedawno wszyscy ci zawodnicy… występowali w polskiej Ekstraklasie. Vassiljev świetnie radził sobie głównie w Piaście Gliwice, zaliczając także epizod w Jagiellonii, z kolei Zenjov był przez pewien czas piłkarzem Cracovii. W kadrze Flory jest jeszcze Ken Kallaste, lewy obrońca, który niedawno grał m.in. w GKS-ie Tychy, ale jego najpewniej na boisko dzisiaj nie wejdzie.

Legia

Artur Boruc – Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Mateusz Hołownia – Josip Juranović (Chorwacja), Bartosz Slisz, Andre Martins (Portugalia), Filip Mladenović (Serbia) – Luquinhas (Brazylia) – Mahir Emreli (Azerbejdżan), Tomas Pekhart (Czechy)

Trener Czesław Michniewicz

Trener Michniewicz zaskoczył w pierwszym meczu, decydując się na grę dwoma napastnikami. Mówił co prawda potem, że Tomas Pekhart jeszcze nie dotarł się tak dobrze z Mahirem Emrelim, ale to jednak pokazało, że Legia chciała grać ofensywnie. Przed rewanżem najistotniejsze jest jednak to, czy da radę zagrać Bartosz Slisz. 22-latek z Rybnika po ostatnim meczu ligowym miał problemy z urazem i nie wiadomo, jak będzie czuł się popołudniu. Jego obecność lub jej brak zadecydują o ostatecznym kształcie warszawskiej drużyny.

Jeśli Slisz nie zagra, duże są szanse na to, że w jego miejsce wskoczy ktoś z dwójki Ernest Muci – Josue, która dobrze zaprezentowała się w sobotnim spotkaniu z Wisłą Płock. Albańczyk lub Portugalczyk mogą być partnerami Luquinhasa za plecami napastnika lub napastników – zależy od wariantu. Oczywiście największy kłopot jest związany z tym, że w pierwszym meczu więzadła krzyżowe zerwał Bartosz Kapustka. Jego strata to ogromny cios dla Legii, czego Michniewicz nie miał zamiaru ukrywać.

Reszta natomiast zdaje się pewna. Artur Boruc odpoczął w weekend, aby być gotowym na Tallin. Linia defensywa także nie powinna się zmienić, chociaż nowo sprowadzony Lindsay Rose naciska coraz mocniej na niepewnego Mateusza Hołownię. Wahadła w postaci Filipa Mladenovicia i Josipa Juranovicia także nie podlegają jakimkolwiek dyskusją, podobnie jak obecność w środku Andre Martinsa i ustawionego wyżej Luquinhasa.

Flora Tallin vs Legia Warszawa – jak wyglądał pierwszy mecz?

Legioniści wygrali u siebie 2:1, chociaż nieźle musieli się namęczyć. Nic co prawda nie wskazywało takiego scenariusza. Już na początku meczu po efektownym rajdzie przez większość boiska do siatki trafił Bartosz Kapustka, który jednak podczas celebracji gola doznał kontuzji. Polak musiał zejść z boiska, a po spotkaniu okazało się, że zerwał więzadła krzyżowe przednie w prawym kolanie i będzie pauzował ok. 8-9 miesięcy. To poważna strata. W jego miejsce na boisku zameldował się Bartosz Slisz, a więc gracz znacznie bardziej defensywny.

W kolejnych minutach „Wojskowi” wiele polotu nie pokazywali i trzeba powiedzieć wprost – męczyli się z Florą. Estończycy z kolei z każdą kolejną minutą nabierali pewności siebie. Imponował przede wszystkim blisko 37-letni Konstantin Vassiljev, który niezmordowany stał się osią centralną wszystkich ofensywnych poczynań przyjezdnych. „Kaktusom” udało się wyrównać w drugiej połowie. Asystę przy trafieniu Rauno Sappinena zaliczył nie kto inny, jak Henrik Ojamaa – były legionista, który wkręcił w ziemię kilku warszawskich obrońców.

Legii taki stan rzeczy nie odpowiadał, więc gospodarze przez większość drugiej połowy naciskali. Gola na wagę wygranej zdobyli jednak w samej końcówce, dość przypadkowo. Po zamieszaniu w polu karnym piłka spadła pod nogi Rafaela Lopesa, który nie zastanawiając się długo kropnął z całej siły, nie dając szans estońskiemu golkiperowi. Legia wygrała 2:1, ale jej gra na kolana zdecydowanie nie rzucała.

Tags: