Premier League rusza z kopyta

Start ligi angielskiej

Wielka czwórka europejskiej piłki klubowej od tego tygodnia będzie już grała w komplecie. Po Niemczech, Hiszpanii i Włoszech wracają rozgrywki w Anglii. Premier League rusza z kopyta, bowiem od najbliższej środy do przyszłego czwartku rozegrane zostaną 22 mecze.

Wiele zmian po restarcie Premier League

Ostatni mecz angielskiej Premier League odbył się w poniedziałek 9 marca. Leicester City FC w ostatnim spotkaniu 29. kolejki pokonało na własnym boisku Aston Villę 4:0. Potem nastąpiła długa przerwa w rozgrywkach, spowodowana szerzącą się epidemią koronawirusa. Początkowo były spore obawy, czy uda się w Anglii w ogóle dokończyć sezon, gdyż Covid-19 dosięgnął dość sporą liczbę osób ze środowiska piłkarskiego. Ryzyko dużych strat finansowych i stopniowy powrót do normalności w innych dziedzinach życia pomogły jednak władzom angielskiego futbolu w podjęciu decyzji o wznowieniu rozgrywek. Z pewnością wpływ na to miały też podobne decyzje podjęte w Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i innych europejskich krajach.

Jesteśmy zatem na progu restartu Premier League. Nastąpi on już w środę, gdy rozegrane zostaną dwa zaległe mecze 28. kolejki. Aston Villa podejmie Sheffield United FC, a Manchester City będzie gościł Arsenal Londyn. Potem, od piątku do poniedziałku, odbędzie się komplet 10 spotkań 30. kolejki Premier League, a od wtorku do czwartku cała kolejka nr 31. W ten sposób, w ciągu zaledwie dziewięciu dni, rozegrane zostaną 22 mecze z 92 pozostałych do zakończenia sezonu. Tempo zaiste imponujące, ale też niezbędne biorąc pod uwagę, że zakończenie rozgrywek Premier League zaplanowano na 26 lipca.

Po wznowieniu liga angielska nie będzie już jednak taka sama, jak przed nastaniem epidemii. Piłkarzy, członków sztabów szkoleniowych oraz zaplecza technicznego, a także kibiców czeka sporo zmian. Do większości z tych zmian powoli przyzwyczajamy się już oglądając wznowione rozgrywki w naszym kraju, w Niemczech, Hiszpanii, czy Włoszech. Największą i chyba najbardziej bolesną zmianą jest właśnie brak kibiców na trybunach. Tak będzie też w Anglii. Co poza tym? Wszystkie mecze zostaną poprzedzone minutą ciszy w hołdzie ofiarom koronawirusa. Piłkarze będą też mieli po minucie przerwy w obu połowach meczu na uzupełnienie płynów. Trenerzy z kolei będą mogli dokonywać maksymalnie do pięciu zmian zawodników w trakcie spotkania, a na ławkach rezerwowych będą mieli do dyspozycji dziewięciu piłkarzy (dotychczas mieli siedmiu). Przed każdym spotkaniem Premier League dezynfekowane będą piłki, chorągiewki oraz słupki i poprzeczki bramek. Obostrzenia sanitarne będą także obowiązywały na ławkach rezerwowych i w szatniach. Wprowadzono również zakaz korzystania z transportu lotniczego w drodze na spotkania ligowe.

„The Reds” już prawie w mistrzowskiej koronie

A czego po wznowieniu rozgrywek Premier League możemy oczekiwać od strony sportowej? Biorąc za przykład to, co widzieliśmy na boiskach w pierwszych meczach Bundesligi, La Liga, czy Pucharu Włoch, na pewno nie możemy spodziewać się bardzo wysokiego poziomu gry, co jest też w pełni uzasadnione długą przerwą w treningach. Nawet na największe gwiazdy piłki nożnej ta nietypowa sytuacja w tym momencie sezonu musi mieć negatywny wpływ. W przypadku angielskiej Premier League nie czekają nas już też emocje związane z walką o mistrzowski tytuł, bo ta kwestia została już praktycznie rozstrzygnięta przed nastaniem epidemii. Kibice Liverpoolu FC mogą więc odetchnąć z ulgą, że wywalczone przez ich klub po 30 latach przerwy mistrzostwo Anglii nie zostanie odebrane przy zielonym stoliku. W pierwszych dniach po decyzji o zawieszeniu rozgrywek pojawiały się wszak spekulacje, że sezon może zostać anulowany bez przyznawania tytułu mistrzowskiego. Byłaby to skrajnie niesprawiedliwa decyzja wobec drużyny, która jest liderem Premier League z 25 punktami przewagi nad drugim zespołem. Nawet zakładając, że Manchester City pokona w środowym zaległym meczu Arsenal Londyn i zmniejszy tę stratę do 22 punktów, to wydaje się mało realne, że może jeszcze zagrozić Liverpoolowi. Bardziej realne jest to, że już wkrótce „The Reds” będą mogli świętować zdobycie mistrzostwa i ostatnie kolejki ligowe rozgrywać bez żadnej presji.

Zacięty wyścig o udział w pucharach

Rozstrzygnięcie rywalizacji o mistrzostwo Anglii nie oznacza jednak, że w angielskiej Premier League nie czeka nas już nic ciekawego. Zapewne do ostatnich kolejek potrwa walka o miejsca na podium i udział w następnej edycji europejskich pucharów. W tym kontekście już piątkowe starcie Tottenhamu Hotspur z Manchesterem United ma duży ciężar gatunkowy. „Koguty” zajmują dopiero ósme miejsce w tabeli Premier League, ale do czwartej Chelsea Londyn tracą siedem punktów, a do zajmujących piątą lokatę „Czerwonych Diabłów” cztery. Zwycięstwo może dać im jeszcze nadzieję na włączenie się do walki o miejsce w pierwszej piątce, porażka znacznie te nadzieje oddali. Bardzo ciekawie zapowiada się też mecz zaplanowany na przyszły czwartek 25 czerwca. Chelsea podejmie wtedy na Stamford Bridge w Londynie Manchester City. „The Blues” mają już wprawdzie znikome szanse na dogonienie „The Citizens”, bo tracą do nich 9 punktów (mając jeden mecz rozegrany więcej), ale nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów ze względu na grupę pościgową, która tylko czeka, by strącić ich z czwartego miejsca w tabeli.

Polacy walczą o utrzymanie

Ciekawie będzie też na drugim biegunie tabeli Premier League, gdzie trwa walka o utrzymanie. Są w nią zaangażowane kluby z polskimi piłkarzami w kadrze. Najwyżej jest Southampton FC Jana Bednarka, które z 34 punktami zajmuje 14. miejsce w tabeli. Na 16. pozycji z 27 punktami znajduje się West Ham United, którego bramki strzeże Łukasz Fabiański. Tyle samo punktów na 18. miejscu (pierwszym spadkowym) ma AFC Bournemouth, gdzie rezerwowym bramkarzem jest Artur Boruc.

Adam Pisula

Kursy na mecze Premier League znajdziesz w STS! ⚽

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?