Gra czołówka angielskiej Premier League

Mecze Premier League

W 18. kolejce angielskiej Premier League dojdzie do dwóch bardzo ciekawych spotkań pomiędzy drużynami zajmującymi czołowe miejsca w ligowej tabeli. W sobotę Manchester City zagra na Etihad Stadium z Leicester City FC, a w niedzielę Tottenham Hotspur podejmie Chelsea Londyn.

Zacięta walka za plecami Liverpoolu

W najbliższej kolejce Premier League nie zagra wprawdzie zdecydowany lider rozgrywek, ale zmierzą się za to w bezpośrednich spotkaniach drużyny walczące o kolejność na pozycjach 2-5. Liverpool FC prowadzi z 10-punktową przewagą nad kolejnym zespołem i temat walki o mistrzowski tytuł powoli zaczyna schodzić na dalszy plan, jako kwestia już niemal rozstrzygnięta. Zaplanowany na sobotę mecz podopiecznych trenera Juergena Kloppa z West Ham United został przełożony ze względu na udział „The Reds” w Klubowych Mistrzostwach Świata, rozgrywanych w tym samym terminie w Katarze (w sobotę Liverpool zagra w finale z Flamengo Rio de Janeiro). Można więc skupić się na walce, która toczy się za plecami lidera Premier League. Tym bardziej, że pomiędzy drużynami, które zagrają ze sobą w najbliższy weekend są małe różnice punktowe. Trzeci w tabeli Manchester City traci do Leicester City FC cztery punkty, a piąty Tottenham Hotspur do czwartej Chelsea Londyn tylko trzy. Wyniki bezpośrednich spotkań tych drużyn mogą więc mieć duże znaczenie dla układu tabeli.

Manchester City przed meczem prawdy

Zacznijmy od sobotniego starcia na Etihad Stadium. Możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że dla Manchesteru City będzie to mecz prawdy, jeśli chodzi o obecny sezon Premier League. Wciąż aktualni mistrzowie Anglii nie dość, że tracą do lidera już 14 punktów, to nie zajmują nawet drugiego miejsca w tabeli. Jeśli po meczu na własnym boisku Manchester City nie zmniejszy czteropunktowej straty do Leicester City FC, pod wielkim znakiem zapytania stanie już nie tylko obrona mistrzowskiego tytułu (i tak bardzo wątpliwa), ale nawet miano drugiej siły w Premier League. Zdecydowanie większa presja będzie więc z pewnością ciążyła na piłkarzach z „niebieskiej części” Manchesteru.

Manchester City w Premier League
fot. Xinhua / Sipa / PressFocus

Z kolei „Lisy” mogą zagrać z Manchesterem City na pełnym luzie – i tak zrobiły już więcej, niż ktokolwiek się po nich spodziewał przed rozpoczęciem tego sezonu Premier League. W razie porażki nadal będą wiceliderem, w innym przypadku utrzymają albo jeszcze powiększą swoją przewagę. Czyli nic do stracenia, wiele do zyskania. Dodatkowo podopieczni trenera Brendana Rodgersa przyjadą na Etihad Stadium podbudowani serią jedenastu meczów bez porażki (we wszystkich rozgrywkach), w tym ostatnim triumfem, gdy w środę po rzutach karnych wyeliminowali z Pucharu Ligi Angielskiej drużynę Evertonu. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na wyniki Leicesteru City z zespołami z tradycyjnej najlepszej szóstki Premier League. W obecnym sezonie z tego grona „Lisy” nie zagrały jeszcze tylko z Manchesterem City. U siebie wygrały z Tottenhamem i Arsenalem, a na wyjazdach przegrały z Manchesterem United i Liverpoolem oraz zremisowały z Chelsea. Wygląda więc na to, że atut własnego boiska może być w sobotnim spotkaniu dużym handicapem dla Manchesteru City.

Może być, ale nie musi, jeśli spojrzymy z kolei na wyniki „Obywateli” na Etihad Stadium w obecnym sezonie Premier League. Nie jest to na pewno ich „twierdza”, skoro z czterech porażek dwóch doznali właśnie przed swoimi kibicami (z Wolverhampton i Manchesterem United), a punkty stracili też z Tottenhamem (remis 2:2). Bardziej optymistycznie dla piłkarzy Manchesteru City wygląda to w bilansie bezpośrednich spotkań z Leicester City. Po raz ostatni przegrali z nim u siebie w Premier League w sezonie 2015/2016, gdy „Lisy” sensacyjnie zdobywały mistrzowski tytuł. Kolejne trzy sezony, to trzy kolejne domowe zwycięstwa „Obywateli”.

Jak Jose Mourinho ugości Chelsea Londyn?

Kto wie, czy jeszcze bardziej emocjonujące nie będą niedzielne derby Londynu pomiędzy Tottenhamem Hotspur i Chelsea. Oprócz sytuacji w tabeli Premier League i tylko trzypunktowej różnicy pomiędzy obydwoma zespołami dochodzi tu przecież osoba obecnego menedżera „Kogutów” Jose Mourinho, który dwukrotnie prowadził Chelsea Londyn (od lipca 2004 do września 2007 oraz od czerwca 2013 do grudnia 2015). Prowadził – dodajmy – z sukcesami, bowiem za jego kadencji Chelsea trzykrotnie zdobywała mistrzostwo Anglii i Puchar Ligi Angielskiej oraz po jednym razie Puchar Anglii i Tarczę Wspólnoty. Możemy być pewni, że „The Special One” będzie chciał godnie w niedzielę przypomnieć się kibicom „The Blues”, ale też musimy pamiętać, że już jedno takie „spotkanie z przeszłością” portugalski szkoleniowiec przeżył w obecnym sezonie Premier League, gdy jego nowa drużyna zagrała z byłą. Było to na Old Trafford, gdzie 4 grudnia Tottenham przegrał z Manchesterem United.

Była to jednak jak dotąd jedyna porażka Tottenhamu Hotspur w Premier League, odkąd drużynę przejął Jose Mourinho. A ogólnie rzecz biorąc, to pod jego wodzą „Koguty” nie uznają kompromisów, z siedmiu meczów żadnego nie zremisowały, pięć razy wygrywając i ponosząc dwie porażki – oprócz tej ligowej z „Czerwonymi diabłami”, również z Bayernem Monachium w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Porażka ta nie miała jednak większego znaczenia, bowiem Tottenham i tak awans do 1/8 finału miał już pewny. W fazie pucharowej Champions League znalazła się także Chelsea Londyn, która – podobnie jak Tottenham – funduje swoim kibicom w ostatnich tygodniach  huśtawkę nastrojów, zwycięstwa przeplatając porażkami. Z tą różnicą, że podopieczni Franka Lamparda częściej przegrywają. Z siedmiu ostatnich meczów we wszystkich rozgrywkach Chelsea Londyn aż cztery przegrała, a licząc jedynie Premier League – wygrała tylko jedno z pięciu ostatnich spotkań, przy czterech porażkach.

Patrząc z tej perspektywy, faworytem niedzielnego hitu wydaje się być Tottenham Hotspur. A gdyby spojrzeć na bilans ostatnich bezpośrednich spotkań pomiędzy tymi zespołami, sprawa jest bardziej skomplikowana. Z dziesięciu takich meczów (w różnych rozgrywkach) pięć wygrała Chelsea Londyn, cztery razy górą był Tottenham, a tylko raz padł remis. Najmniej prawdopodobny jest więc w niedzielę podział punktów. Tym bardziej, że oba zespoły w ostatnich tygodniach nie uznają takiego rozstrzygnięcia.

Adam Pisula

Jesteś fanem ligi angielskiej? Kursy na Premier League znajdziesz w STS! ⚽

Tags: