Skoki w Zakopanem, czyli Puchar Świata na Wielkiej Krokwi

Puchar Świata w skokach narciarskich w Zakopanem

Puchar Świata w skokach narciarskich wraca do Polski! Najbliższy weekend najlepsi zawodnicy na świecie spędzą w Zakopanem. Emocje na Wielkiej Krokwi rozpoczną się już w piątek od kwalifikacji, w sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, a na niedzielę zaplanowano zawody indywidualne. Niestety na obiekcie z wiadomych przyczyn zabraknie tym razem polskich kibiców, ale ci zgromadzeni przed telewizorami (transmisje w TVP i Eurosporcie) mogą liczyć na znakomite skoki Polaków.

Polska kontra Norwegia w Zakopanem?

Wielka Krokiew została oddana do użytku w 1925 roku, a pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich odbyły się na tym obiekcie w 1980 roku. W latach 2016-2017 skocznia przeszła kompleksową renowację i rozbudowę. Obecnie ma punkt konstrukcyjny K 125 metrów, rozmiar HS 140 metrów i jest największą skocznią narciarską w Polsce. Jej rekordzista to Japończyk Yukiya Sato, który 25 stycznia ubiegłego roku skoczył na odległość 147 metrów.

Odkąd Wielka Krokiew przeszła rozbudowę, odbyły się na niej trzy weekendy Pucharu Świata w skokach narciarskich. Tak jak w obecnej edycji, składały się one z sobotniego konkursu drużynowego oraz niedzielnego indywidualnego. W 2018 roku „drużynówkę” wygrali Polacy, a indywidualnie najlepszy był Słoweniec Anze Semenic. Rok później w konkursie drużynowym triumfowali Niemcy, a „Biało-Czerwoni” zajęli trzecie miejsce, zawody indywidualne wygrał z kolei Austriak Stefan Kraft. W ubiegłym roku Niemcy powtórzyli swój sukces w „drużynówce”, w której Polacy zajęli dopiero piąte miejsce. Nasi skoczkowie powetowali to sobie jednak w konkursie indywidualnym, który wygrał Kamil Stoch, a Dawid Kubacki był trzeci.

Jako głównych faworytów najbliższego konkursu drużynowego w Zakopanem wskazać należałoby Polaków i Norwegów, bo to oni mają najwięcej zawodników w czołówce klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata i liderują w klasyfikacji Pucharu Narodów. Wprawdzie jedyny jak dotąd rozegrany w obecnym sezonie konkurs drużynowy w Wiśle Malince wygrali Austriacy przed Niemcami, a Polska i Norwegia zajęły odpowiednio trzecie i czwarte miejsce, ale od tamtej pory (21 listopada) układ sił znacząco się zmienił. Austriacy dopiero dochodzą do siebie po koronawirusowych zawirowaniach, a w Zakopanem nie zobaczymy najlepszego z nich w Titisee-Neustadt Stefana Krafta. Z kolei Niemcy mogą mieć problem ze skompletowaniem czwórki na wysokim poziomie, skoro jedynym ich skoczkiem, który zajmował w ostatni weekend miejsce w pierwszej dziesiątce był Markus Eisenbichler.

Największym faworytem konkursu indywidualnego jest lider Pucharu Świata Norweg Halvor Egner Granerud. Poziom pozostałych skoczków z czołówki klasyfikacji jest tak wyrównany, że właściwie każdego z nich również stać na zwycięstwo w Zakopanem. My jednak liczymy, że na podium znów zobaczymy Polaków i tym razem zarówno sobota, jak i niedziela będą należały do nich. Po krótkim, zasłużonym odpoczynku i nabraniu świeżości są na to duże szanse.

Program zawodów w Zakopanem

  • Piątek, 15.01          18:00           kwalifikacje do konkursu indywidualnego
  • Sobota, 16.01         16:15           konkurs drużynowy
  • Niedziela, 17.01     16:00           konkurs indywidualny

Tylko siedmiu Polaków na Wielkiej Krokwi

Gospodarzom konkursów Pucharu Świata przysługuje prawo do wystawienia w kwalifikacjach, oprócz podstawowej kadry, także dodatkowych skoczków z tak zwanej grupy krajowej. Z prawa tego dany kraj może jednak skorzystać tylko dwa razy w jednym sezonie. Polacy skorzystali już raz w Wiśle Malince, a poza konkursami w Zakopanem będą jeszcze w dniach 12-14 lutego gospodarzami kolejnego weekendu Pucharu Świata, w zastępstwie odwołanych konkursów w chińskim Zhangjiakou. Biorąc to pod uwagę oraz fakt, że w terminie zawodów w Zakopanem odbędą się w Innsbrucku jedyne w tym periodzie zawody Pucharu Kontynentalnego, trener polskich skoczków Michal Doleżal podjął decyzję, że na Wielkiej Krokwi zobaczymy tylko siedmiu Polaków z podstawowej kadry. W porównaniu do weekendu w Titisee-Neustadt nastąpiła w niej jedna zmiana – Klemens Murańka zastąpił Aleksandra Zniszczoła, który wystartuje w Innsbrucku.

Kadra Polski na konkursy w Zakopanem

Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Paweł Wąsek i Klemens Murańka.

Puchar Świata w skokach narciarskich w Zakopanem
Fot. Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Polska sobota w Titisee-Neustadt

Po triumfie w Turnieju Czterech Skoczni, liczyliśmy na kontynuowanie przez Kamila Stocha zwycięskiej passy w Titisee-Neustadt, a także na dobre skoki pozostałych reprezentantów Polski. Jednak tego, co stało się na Hochfirstschanze w sobotę, nie przewidywali chyba nawet najwięksi optymiści. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski i trzykrotny zdobywca Złotego Orła oczywiście wygrał, ale oprócz niego w pierwszej siódemce zameldowało się jeszcze trzech Polaków: Piotr Żyła, Andrzej Stękała i Dawid Kubacki, w tym ten pierwszy również na podium. A przecież – choć trudno to sobie wyobrazić – mogło być jeszcze lepiej, bo po pierwszej serii ten kwartet mieścił się w pierwszej piątce, a na dziesiątym miejscu mieliśmy Jakuba Wolnego, który ostatecznie ukończył zawody na pozycji 11. Punkty do klasyfikacji Pucharu Świata zdobył też Paweł Wąsek (28. miejsce), a nie udała się ta sztuka tylko Aleksandrowi Zniszczołowi (36.).

Kamil Stoch dzięki sobotniemu zwycięstwu zrównał się z Adamem Małyszem pod względem ilości wygranych konkursów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Teraz obaj nasi legendarni zawodnicy mają tych triumfów po 39 i zajmują ex aequo trzecie miejsce w klasyfikacji wszechczasów, za Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem (53) i Finem Matti Nykaenenem (46). Niestety podczas dekoracji zwycięzców sobotniego konkursu zdarzył się nieprzyjemny zgrzyt, bowiem nie zagrano Kamilowi Stochowi polskiego hymnu. Nie jest to wprawdzie obowiązkiem po konkursach rangi Pucharu Świata, ale od wielu już lat stało się dobrą tradycją honorowaną na niemal wszystkich skoczniach. Dodatkowy niesmak wzbudził fakt, że taka sytuacja zdarzyła się nie po raz pierwszy w Niemczech, gdy zwycięzcą był Polak. Dobrze, że organizatorów, którzy tłumaczyli się problemami technicznymi, stać było chociaż na przeprosiny.

Czołowa dziesiątka sobotniego konkursu w Titisee-Neustadt

1. Kamil StochPolska281,6
2. Halvor Egner Granerud Norwegia277,6
3. Piotr ŻyłaPolska270,8
4. Markus Eisenbichler Niemcy 268,7
5. Andrzej StękałaPolska265,2
6. Robert JohanssonNorwegia263,3
7. Dawid KubackiPolska262,3
8. Marius LindvikNorwegia259,2
9. Stefan KraftAustria255,7
10. Daniel Huber Japonia 252,4

Niedziela dla Norwegów

Organizatorzy zawodów w Titisee-Neustadt zadeklarowali, że w ramach zadośćuczynienia za sobotnią wpadkę, po niedzielnym konkursie hymn zostanie odegrany tylko wtedy, gdy zwycięzcą okaże się ponownie polski skoczek. W przeciwnym razie podczas dekoracji nie usłyszymy żadnego hymnu. Niestety Polacy nie dali organizatorom okazji do pełnej rehabilitacji, bo tego dnia żaden z nich nie znalazł się nawet na podium. Za to Norwegowie, gdyby znali ten przebój i język polski, mogliby zaśpiewać naszym skoczkom refren piosenki Niebiesko-Czarnych „Ale za to niedziela”, bowiem tym razem to oni rządzili na skoczni Hochfirstschanze. Skandynawowie nie tylko mieli najwięcej (trzech) zawodników w pierwszej dziesiątce, ale cały tercet znalazł się w czołowej piątce, a dwóch z nich zajęło dwa najwyższe miejsca na podium.

Polaków w pierwszej dziesiątce niedzielnego konkursu w Titisee-Neustadt tym razem było „tylko” dwóch. Cudzysłów użyty nieprzypadkowo, bo kibice skoków narciarskich – zwłaszcza ci nieco starsi – doskonale pamiętają czasy, gdy dwóch naszych zawodników w pierwszej dziesiątce było powodem do wielkiej radości. No, ale polscy skoczkowie sami nas wszystkich rozpieścili swoimi sukcesami i po takiej sobocie taka niedziela musi budzić niedosyt. Należy jednak pamiętać, że sportowcy to nie roboty i każdemu z nich może zdarzyć się słabszy dzień. W niedzielę ewidentnie taki słabszy dzień mieli: Piotr Żyła (16. miejsce), Kamil Stoch (17.) i Andrzej Stękała (21.). Z drugiej strony cieszy, że cała polska siódemka, włącznie z Aleksandrem Zniszczołem (28.) i Pawłem Wąskiem (30.), zdobyła punkty do klasyfikacji Pucharu Świata. Najwięcej Dawid Kubacki (6. pozycja) i Jakub Wolny (9.), którego powrót do wysokiej formy jest kolejnym optymistycznym sygnałem po weekendzie w Titisee-Neustadt.

Czołowa dziesiątka niedzielnego konkursu w Titisee-Neustadt

1. Halvor Egner GranerudNorwegia299,4
2. Daniel Andre TandeNorwegia297,0
3. Stefan Kraft Austria 291,3
4. Markus EisenbichlerNiemcy288,7
5. Marius Lindvik Norwegia 288,4
6. Dawid Kubacki Polska287,0
7. Ryoyu KobayashiJaponia280,3
8. Yukiya Sato Japonia     279,2
9. Jakub Wolny Polska278,5
10. Daniel HuberAustria276,0

Granerud trzyma się mocno w klasyfikacji Pucharu Świata

Największym wygranym całego weekendu w Titisee-Neustadt był jednak Halvor Egner Granerud, który zajął drugie miejsce w sobotę i pierwsze w niedzielę, dzięki czemu umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata. Norweg pokazał, że słabsze wyniki podczas Turnieju Czterech Skoczni nie były oznaką kryzysu formy, a bardziej świadczyły o słabym radzeniu sobie z presją. Jeśli Granerud w taki głębszy kryzys do końca sezonu nie wpadnie, bardzo trudno będzie go dogonić w walce o Kryształową Kulę.

Podobnie norweska drużyna, jeśli weźmiemy pod uwagę cały miniony weekend, może mieć największe powody do satysfakcji. Skandynawowie w obu konkursach zdobyli łącznie 408 punktów do klasyfikacji Pucharu Narodów. Liderujący Polacy też osiągnęli znakomity wynik (380 punktów), co nie zmienia faktu, że ich przewaga nad Norwegami stopniała i wynosi teraz zaledwie 18 punktów. To tylko zapowiada jeszcze większe emocje przed weekendem skoków narciarskich w Zakopanem, gdzie jednym z konkursów będą przecież zawody drużynowe.

Adam Pisula

Odbierz kod bonusowy STS, sprawdź kursy na skoki narciarskie i typuj faworytów! ⛷️

Tags: