Jedyny polski bokser z dwoma złotymi medalami olimpijskimi

Polski bokser, medalista olimpijski

„Nie ma na świecie pięściarzy odpornych na ciosy. Są tylko źle trafieni” – powiedział kiedyś Jerzy Kulej. Wiedział co mówi, bo był właśnie jednym z tych nielicznych źle trafionych. Dwukrotny mistrz olimpijski (Tokio 1964 i Meksyk 1968) stoczył w całej swojej karierze 348 walk, z czego 317 wygrał, 6 zremisował i 25 przegrał, ale ani razu nie został znokautowany.

Od najmłodszych lat nie lubił przegrywać

Jerzy Kulej urodził się 19 października 1940 roku w Częstochowie. W wieku 6 lat sam nauczył się pływać, potem biegał i ścigał się na łyżwach. Mimo, że był chłopcem drobnej postury, za namową kolegów zainteresował się również boksem. Początki nie były jednak łatwe, na co istotny wpływ miało trudne dzieciństwo małego Jurka. Wychowywał się bez ojca, był jedynakiem, a matka ledwo wiązała koniec z końcem. Często wagarował i dopuszczał się chuligańskich wybryków. Od zejścia na złą drogę uratował go właśnie sport i dobry trener, który we właściwym momencie zastąpił mu ojca. Był nim Wincenty Szyiński, szkoleniowiec pięściarzy w Starcie Częstochowa. Gdy Kulej trafił do niego w wieku 12 lat, trener zabronił mu podjęcia treningów do czasu aż wydorośleje i zmieni swoje postępowanie. Trwało to cztery lata, ale warto było czekać, bowiem naszego bohatera od najmłodszych lat charakteryzowała cecha wielkich mistrzów – bardzo nie lubił przegrywać. Na pierwsze sukcesy nie musiał więc długo czekać.

Szansę dał mu legendarny Feliks Stamm

Jako junior częstochowskiego Startu od 1956 roku zaczął piąć się coraz wyżej po szczeblach bokserskiej kariery. Wygrywał w mistrzostwach Częstochowy, później w mistrzostwach Śląska, aż
podczas turnieju kadry juniorów w Lublinie (1958) wypatrzył go legendarny Feliks Stamm. Trener seniorskiej reprezentacji Polski postanowił sprawdzić niespełna 18-letniego pięściarza podczas meczu z Jugosławią (23 czerwca 1958). Mimo, że debiutant miał za przeciwnika bardzo doświadczonego Slobodana Viticia, posłał go dwa razy na deski. Zaimponował przy tym nie tylko ogromną walecznością i ofensywnym stylem, ale także nienaganną techniką. Rok później częstochowianin przeniósł się z miejscowego Startu do Gwardii Warszawa, w której barwach jako pięściarz wagi lekkopółśredniej (167 cm, 66 kg) 8-krotnie zdobywał tytuł mistrza Polski (1961-1965, 1967, 1969, 1970). W tamtych latach polski boks stał jednak na bardzo wysokim poziomie i o przebicie się w reprezentacji narodowej wcale nie było łatwo.

Kariera polskiego pięściarza

Właśnie ze względu na silną konkurencję Feliks Stamm nie zabrał Jerzego Kuleja na Igrzyska Olimpijskie w Rzymie w 1960 roku, uznając że jest na to jeszcze za wcześnie. Podobnie było przed mistrzostwami Europy w Belgradzie rok później, gdy trener ponownie w wadze lekkopółśredniej wolał postawić na Mariana Kasprzyka. Ale kolejne mistrzostwa Europy w Moskwie w 1963 roku należały już do Jerzego Kuleja. Zdobył tam złoty medal, w finale pokonując obrońcę mistrzowskiego tytułu, reprezentującego ówczesne ZSRR Łotysza Aloizsa Tuminsza. Od tego momentu rozpoczęła się wspaniała passa Jerzego Kuleja w turniejach międzynarodowych.

Pierwszy złoty medal olimpijski w Tokio

Na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 1964 roku jechał już w roli faworyta i nie mógł zawieźć, bowiem był w życiowej formie. Jak burza przeszedł wszystkie rundy i doszedł do walki finałowej, w której jego rywalem był Rosjanin Eugenij Frołow, który pokonał go dziewięć miesięcy wcześniej podczas meczu z ZSRR w Moskwie. Aby skutecznie się zrewanżować i zdobyć złoty medal olimpijski, Kulej za radą trenera Stamma zmienił swój styl walki na bardziej defensywny, czym kompletnie zaskoczył rywala i pokonał go w stosunku 5:0. W okresie między olimpijskim Jerzy Kulej dwukrotnie startował w mistrzostwach Europy (1965, 1967). W Berlinie (1965) znów był w świetnej formie i obronił tytuł mistrzowski, pokonując w finale Duńczyka Rasmussena. W Rzymie (1967) nie stanął niestety na najwyższym stopniu podium. W finale przegrał z bratem Eugenija Frołowa, Walerym.

Kłopoty przed IO 1968 w Meksyku i drugie złoto

Przed kolejnymi igrzyskami olimpijskimi nastąpiły dwa wydarzenia, które postawiły pod mocnym znakiem zapytania dalszą karierę sportową polskiego mistrza. 18 czerwca 1968 roku uległ on poważnemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego doznał licznych obrażeń twarzy. Udało mu się jednak wyleczyć rany na czas i został zaproszony na przedolimpijskie zgrupowanie kadry w Zakopanem. Tuż po jego zakończeniu Jerzy Kulej wdał się w bójkę z miejscowymi pod zakopiańskim kinem „Giewont”, podczas której znokautował czterech interweniujących milicjantów, co było o tyle „ciekawe”, że sam był przecież… podporucznikiem milicji (jako zawodnik milicyjnego klubu Gwardia Warszawa). Władze postawiły przed Kulejem ultimatum: zostanie dopuszczony do udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku, ale jeśli nie przywiezie z nich złotego medalu w kraju czeka go degradacja i sąd. Nasz bohater nie miał więc innego wyjścia i…

Podczas turnieju olimpijskiego nie bez kłopotów przeszedł pierwsze trzy rundy, mając do pokonania wymagających rywali. Trochę łatwiej było w półfinale, ale najbardziej dramatyczną walkę w swojej karierze Jerzy Kulej stoczył w meksykańskim olimpijskim finale. Jego przeciwnikiem był słynący z silnego ciosu Kubańczyk Enrique Regueiferos. Polski bokser miał niestety okazję przekonać się o sile tych ciosów, bowiem po kilku z nich po raz pierwszy był bliski znokautowania. Udało mu się jednak przetrwać i przejść do kontrataku, wygrywając ostatecznie na punkty 3:2 i broniąc tytułu mistrza olimpijskiego. Przebieg tej walki wywarł jednak na nim ogromne wrażenie…

Trzeba wiedzieć kiedy z ringu zejść

Na początku 1971 roku Jerzy Kulej podjął decyzję o zakończeniu kariery sportowej. Tłumaczył to w następujący sposób:


W pewnym momencie tej walki otrzymałem straszny cios, który mógł mnie skończyć jako boksera. Nie wiem jakim cudem nie upadłem, ale oberwałem ciężko. Stamm to zauważył i wiedział, że ja już nie jestem taki sam jak przed tą walką, że będę się już obawiał następnego takiego uderzenia. Dlatego pochwalił decyzję, aby odejść u szczytu sławy i już nie czekać na kolejne igrzyska. Dlatego odchodzę.

Jerzy Kulej

Po zakończeniu kariery sportowej Jerzy Kulej udzielał się na wielu polach. Jako absolwent AWF rozpoczął pracę nauczyciela wychowania fizycznego. Był także członkiem zarządu PKOL, wiceprezesem Związku Boksu Zawodowego w Polsce i prezesem Klubu Polskich Medalistów Olimpijskich. Komentował też walki bokserskie m.in. w stacji Polsat Sport. Zagrał w filmie Marka Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją?”. Był również aktywny politycznie. Od 1975 do 1990 roku jako członek PZPR. W latach 2001-2005 jako poseł na Sejm wybrany z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. 10 grudnia 2011 doznał rozległego zawału serca. 13 lipca 2012 roku zmarł w Warszawie. Bezpośrednią przyczyną zgonu była choroba nowotworowa.

oprac. Adam Pisula

Tags:

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?