28 października to w Tarnobrzegu data magiczna. Od rzutu karnego Krzysztofa Zagórskiego w 1995 roku po główkę Arkadiusza Kasi w 2026. Dwa razy Lech Poznań, dwa razy 1:0, jedna data i trzydzieści jeden lat przerwy. Zapraszamy za kulisy miasta, które zbudowała siarka, a które dziś znów żyje dzięki Siarce.
Gość z telefonem
Do Tarnobrzega dojeżdżam koło południa, dzień przed meczem. Z prezesem Dariuszem Dziedzicem jestem umówiony, wiem, że w klubie przed takim spotkaniem dzieje się dużo, więc jeszcze z trasy wysyłam SMS-a. Odpowiedzi brak.
Parkuję pod stadionem. Bryła robi wrażenie od razu, dwupoziomowa trybuna, białe stalowe podpory pochylone pod kątem, na dachu przeszklone piramidki łapiące jesienne słońce. Przy wejściu zielone bramki obrotowe. W oddali za płotem, żółte krzesełka. Kocham takie miejsca. Na balkonie od strony ulicy wisi transparent: „28.10. Urlopy, wagary, chorobowe. Stawiennictwo na PP obowiązkowe! “. Mecz jest w środę o 12:30, a kibice traktują go śmiertelnie poważnie. Czas sprawdzić, co dzieje się w klubie.

Przed wejściem stoi mężczyzna z telefonem przy uchu, wyraźnie zajęty rozmową. W głowie mam zdjęcie prezesa, które pobieżnie sprawdziłem w internecie, i coś mi podpowiada, że to może być on. Ale „coś mi podpowiada“ to za mało, żeby przerywać komuś rozmowę przed klubem w przeddzień meczu z mistrzem Polski. Stoję więc obok, udaję, że podziwiam stadion, i czekam. Mężczyzna kończy rozmowę i odchodzi. Telefon w mojej kieszeni milczy.
Spacer po mieście to dla mnie stały element wyprawy meczowej. Ciepły jesienny dzień, żółte i bordowe liście, a na skwerku, ekran z plakatem meczu. Po jakimś czasie dzwoni telefon. To prezes, zaprasza mnie do gabinetu. Gdy wracam, stoi znowu przed stadionem i rozmawia przez telefon. Tym razem podchodzę i się przedstawiam. Intuicja mnie nie zawiodła. Do gabinetu idziemy trzy minuty, a telefon nie przestaje dzwonić. Prezes przeprasza i odbiera kolejne połączenia, a ja nie mam mu tego za złe, bo to dodaje kontekstu, jutro niezwykle ważny dzień dla miasta, klubu i regionu. Dzwoni komendant policji, prezydent miasta, ktoś z klubu. Ekscytacja miesza się ze stresem.

W gabinecie prezes pyta, czy napiję się kawy, ale ja chwytam za program meczowy leżący na biurku i pytam, czy mogę go zabrać. Programy, bilety i ziny traktuję jak artefakty, mam dla nich specjalną półkę w szafce i miejsce w serduszku. Gdy prezes odbiera kolejny telefon, kartkuję. Nagłówek pyta: „Historia zatoczy koło? “. Pod spodem czytam: „W swojej historii Lecha Poznań pokonaliśmy tylko raz… stało się to właśnie 28 października 1995 roku “.
Prezes kończy rozmowę, a ja skracam dystans i od razu wypalam.
– No to może czas na powtórkę, jutro? Prezes uśmiecha się znacząco i mówi: – To by dopiero było!
Magia daty. Październikowa pętla czasu
28 października w historii Siarki Tarnobrzeg to data, która ma ciężar gatunkowy. Tego dnia w 1995 roku Siarka podejmuje Lecha Poznań w meczu 14. kolejki I ligi. Na trybunach dwa tysiące kibiców, na ławce Włodzimierz Gąsior, a w 78. minucie Krzysztof Zagórski pewnie wykorzystuje rzut karny. Kilka minut później ma szansę na drugiego, ale tym razem pudłuje. Nie szkodzi, bo 1:0 wystarczy. Siarka skończy ten sezon na ostatnim miejscu, z trzema zwycięstwami na koncie. Jedno z nich to wielki Lech. Miejska legenda głosi, że sponsorzy obiecali 8 milionów starych złotych (mimo, że od 1 stycznia obowiązywały już nowe złotówki, to wszyscy używali starej nomenklatury) dla strzelca bramki. Ponoć Zagórski solidarnie rozdzielił kasę na cały zespół.
28 października 2026. Dokładnie 31 lat później. Los znów postanowił zażartować z kalendarza. W 1995 roku na trybunach zasiadło dwa tysiące osób, w 2026 bilety rozeszły się na pniu, kibice stali po nie kilka godzin, a klub dostawił dodatkową trybunę za bramką! Lech Poznań przyjechał jako mistrz Polski i zdecydowany faworyt. W dwóch ostatnich meczach zremisował z Sunderlandem w Lidze Europy i wygrał z Legią w klasyku.

W pierwszej połowie sędzia przerywa grę, bo podwieszona nad trybuną piękna oprawa zasłoniła kamerę. Ta część mecz jest wyrównana,choć z wskazaniem na „Kolejorza”, ale tuż przed przerwą Yannick Agnero dostaje drugą żółtą kartkę i Lech gra w dziesiątkę. W 64. minucie rzut rożny z lewej strony. Najwyżej wyskakuje Arkadiusz Kasia, głowa, piłka w siatce. Euforia, piłkarze padli sobie w objęcia i ruszyli w stronę kibiców z młyna, stadion odleciał. Lech szturmuje, nabija rzuty rożne, a w bramce Siarki stoi 17-letni Tomasz Pytlak. W końcówce, w jednej akcji, Lech strzela dwa razy, najpierw Patrik Walemark, potem Gustav Berggren. Pytlak za każdym razem jest na miejscu, a drugi strzał broni efektowną paradą. Plan na mecz ułożył trener Sławomir Majak, uważna defensywa i szukanie kontr. Ale w bramce stał człowiek, o którym prezes Dziedzic mówił mi z ogromnym zachwytem, bo to on się uparł, żeby go mieć w Tarnobrzegu. Tomasz Pytlak, wychowanek Akademii Śląska Wrocław, odpłacił się w najlepszy możliwy sposób. Ten dzień pokazał wszystko, co musisz wiedzieć o tym klubie!
Cierpliwość, zimna krew i wiara do końca. Nie zawiedli również kibice, jechali z głośnym dopingiem pełne 90 minut! To wszystko co kochamy w STS Pucharze Polski, Siarka wyeliminowała już dwóch mistrzów Polski, byłego, Zagłębie Lubin, i obecnego, Lecha. Transparent z balkonu miał rację, stawiennictwo było obowiązkowe, a wagary się opłaciły. A prezes? Dzień wcześniej, w gabinecie, usłyszałem: „To by dopiero było!“. Było!
Miasto, które wymyślili Tarnowscy? Miasto Siarki!
Tarnobrzeg wymyślili Tarnowscy, możny ród herbu Leliwa, który nazwisko wziął od Tarnowa, swojej pierwszej siedziby. W 1593 roku Stanisław Tarnowski dostał od króla Zygmunta III Wazy zgodę na założenie „Nowego Tarnowa”. Nazwa się nie przyjęła, a miasto dostało własną, od możnego rodu i nadwiślańskiego położenia. Król dorzucił prawo składu wina i dwa jarmarki rocznie, jeden z nich na święto Szymona i Judy. Czyli na 28 października… Ta data to powinien być Dzień Tarnobrzega! Przez kolejne wieki miasto żyło w cieniu Dzikowa, rodowej siedziby Tarnowskich, gdzie aż do 1944 roku mieszkało przez blisko czterysta lat trzynastu właścicieli o tym nazwisku.
Prawdziwa historia zaczęła się we wrześniu 1953 roku, gdy profesor Stanisław Pawłowski odkrył pod Tarnobrzegiem wielkie złoża siarki. Z odkrycia wyrósł kombinat – Kopalnie i Zakłady Przetwórstwa Siarki „Siarkopol” imienia Marcelego Nowotki. W latach osiemdziesiątych tworzyły go kopalnie oraz zakłady produkujące siarkę, nawozy, kwas siarkowy, związki fluorowe i ziemię bielącą, a do tego firmy, które obsługiwały całą resztę. Siarkę wydobywano dwiema metodami – odkrywkowo w Piasecznie (1958–1971) i Machowie (1970–1992) oraz otworowo w Jeziórku (1967–2001). Produkcja nawozów w Machowie zaczęła się już w grudniu 1961 roku, od oddziału superfosfatu o mocy 200 tysięcy ton rocznie. W 1980 roku w kombinacie pracowało około jedenaście tysięcy ludzi. Siarka była matką karmicielką miasta.

Ludność miasta wzrosła dziesięciokrotnie, a ponad 80% zabudowy powstało po drugiej wojnie światowej. Powstały wielkie osiedla dla rodzin pracowników Siarkopolu, Serbinów, Skalna Góra, Wielopole, Siarkowiec, bloki z wielkiej płyty, ale też masa zieleni. Obok bloków budowano sąd, halę OSiR i stadion, ten sam, na którym dziś gra Siarka. Po reformie administracyjnej w 1975 roku Tarnobrzeg został stolicą województwa.
400 lat i koniec siarki
W 1993 roku Tarnobrzeg miał 400 lat. W tym samym roku rynek siarki się załamał. Dla piłkarskiej Siarki był to najlepszy czas w historii, rok wcześniej klub zadebiutował w najwyższej lidze, wygrywając 3:0 z Olimpią Poznań, i skończył sezon na jedenastym miejscu. Przed końcem 1992 roku Machów wydobył ostatnią siarkę.
Klub i miasto minęły się na ruchomych schodach. Siarka wchodziła do elity polskiej piłki, a kombinat, jeden z największych producentów siarki na świecie, z tej światowej elity wypadał. W 1994 roku Siarka spadła, wróciła w 1995 i spadła znowu, tym razem z ostatniego miejsca. W 1998 roku miasto straciło status stolicy województwa. W 2001 roku kombinat zakończył wydobycie siarki rodzimej.

Chłopak, który chciał grać w Siarce
W gabinecie prezes opowiada o klubie, o mieście i o upadłym przemyśle. Najmocniej wraca do jednej sprawy, likwidacji kombinatu. W jego ocenie można było poczekać, znaleźliby się kupcy, bo siarka jest potrzebna w wielu gałęziach przemysłu, a Tarnobrzeg mógł dziś mieć inną historię. Mówi o tym jak o szansie, której nikt miastu nie dał. Jest z tym miejscem związany na wylot. Jako dzieciak marzył, żeby grać w Siarce, dziś jest jej prezesem. Jego ojciec pracował w Siarkopolu, w tym sprzed upadku. Dziś Zakłady Chemiczne „Siarkopol” sponsorują klub. Firma nawiązuje nazwą do historycznego kombinatu. Pomaga też miasto i lokalni sponsorzy, ale na poziomie III ligi konkurencja jest duża, prezes Dziedzic mówi o trudnej rywalizacji, najbogatsi mają budżety dwa razy większe niż Siarka, która jest w środku tabeli, a oknem na świat jest dla niej STS Puchar Polski.
Spór o siarkę
W 1980 roku w Siarkopolu pracowało jedenaście tysięcy ludzi. Za każdą z tych liczb stoi ktoś, kto rano jechał do Machowa na zmianę. Kombinat utrzymywał nie tylko kopalnię, ale i sport, sekcje piłkarzy, koszykarzy, siatkarzy, szachistów, żeglarzy. Kiedy tracił siłę, tracili ją też ci, których utrzymywał. Ostatnia zmiana w odkrywce skończyła się przed końcem 1992 roku. W Jeziórku, kopalni otworowej, dziewięć lat później.
Dla ekonomistów i rządzących to była kalkulacja cena siarki spadła ze stu do dwudziestu pięciu dolarów za tonę, a rynek zalała tańsza siarka z odzysku. Dla ludzi, którzy tam pracowali, było to coś innego. W książce Magdaleny Okraski Nie ma i nie będzie pada pytanie, dlaczego właściwie siarka upadła, skoro Siarkopol uchodził za najlepszy w Europie. Mieszkanka Tarnobrzega odpowiada, że „nierentowność” była wytrychem, słowem, które pozwalało zlikwidować zakład. I dodaje, że siarka jest potrzebna, i to nie tylko do zapałek, jak niektórzy myślą, ale też do nawozów, środków chemicznych i kosmetyków. Prezes mówi dokładnie to samo. Zostały jezioro, stadion i klub, który nosi nazwę surowca, od którego to miasto się zaczęło.
Nowy brzeg.
Prezes Dziedzic poleca mi pojechać nad jezioro. Mówi, że to nowa wizytówka miasta, które inwestuje w turystykę. W sezonie przyjeżdża tu masa ludzi, są rejestracje nie tylko z Tarnobrzega i okolicy, Mielca i Stalowej Woli. Można trafić na ludzi w Krakowa i Rzeszowa. Plażowicze, żeglarze, amatorzy sportów wodnych. Masa foodtrucków i pełne parkingi.

W nazwie miasta jest brzeg. Dziś Tarnobrzeg ma też brzeg zupełnie nowy, blisko jedenaście kilometrów linii brzegowej jeziora w miejscu, gdzie jeszcze w 1992 roku pracowały koparki. Wodę napełniano od 2005 do 2009 roku i dziś sięga ponad czterdziestu metrów głębokości. Jest plaża o długości około dwóch kilometrów, strefa ciszy, strzeżone kąpieliska, wypożyczalnie kajaków, marina, baza nurkowa, tyrolka i park wodny. Sezon 2026 ruszył 1 maja, a mieszkańcy rekordowo zainteresowali się abonamentami wjazdowymi.
Okno na świat
Puchar Polski to dla Siarki okno na świat. W województwie nie ma na nią mocnych, trzy razy z rzędu wygrywała Podkarpacki Puchar Polski, w finałach pokonując Karpaty Krosno i dwukrotnie Cosmos Nowotaniec. W październiku 2024 roku trzecioligowiec przegrywał z Wisłą Kraków 0:2, a po kilkunastu minutach było 2:2. Wisła, obrońca trofeum, rozstrzygnęła mecz dopiero w 89. minucie. W tym sezonie Siarka wyeliminowała Zagłębie Lubin i Lecha, a dla klubu to dopiero trzeci raz w historii 1/8 finału. W Tarnobrzegu działa SMS i liceum sportowe, a młodzi zawodnicy zasilają pierwszą drużynę. Prezes Dziedzic z dumą opowiada o 17-letnim bramkarzu, wychowanku Śląska Wrocław. W 2023 roku zadebiutował w reprezentacji Polski U-15, a później otrzymał zaproszenie na konsultację szkoleniową kadry U-17.
Transparent z balkonu miał rację – stawiennictwo było obowiązkowe, a wagary się opłaciły.







































































































