STS Puchar Polski jest właśnie po to, by takie kluby jak MKS Kluczbork mogły mierzyć się z naprawdę renomowanymi markami. Przyjazd Lechii Gdańsk do tego opolskiego miasteczka postanowiliśmy śledzić na własne oczy. MKS był gościnny i waleczny, a sensacyjna dogrywka była o krok!
Gdy zapytać kogoś o województwo opolskie, to w pierwszej chwili do głowy przyjdzie tylko Opole. Jeśli zapyta się o sport w tym regionie, to z kolei siatkarski Kędzierzyn-Koźle uratuje honor województwa. Piłkarsko to może nie pustynia, ale ubogi krewny Górnego i Dolnego Śląska. Wielka piłka niby jest blisko, a jednak daleko. Opolskie to Odra Opole jedyny klub z naprawdę solidnymi ambicjami. Reszta? Żyje w tym samym ekosystemie, ale mierzy się ze swoimi trudnościami. Dla takiego klubu jak MKS Kluczbork, STS Puchar Polski i możliwość gry z Lechią Gdańsk był okazją do przypomnienia o swoim istnieniu przynajmniej części fanów. W tym sezonie klub z małego opolskiego miasteczka obchodzi 10 rocznicę ostatniego sezonu na zapleczu Ekstraklasy. Choć obecnie nic nie wskazuje na to, że powrót na tak wysokie rejonu piłkarskiej Polski raczej nie jest możliwy, to w Kluczborku robi się wszystko, by po prostu wykonywać swoją pracę przyzwoicie i cieszyć się tym, co się ma.
Kiełbasy z grilla czekały na gości
Przekonali się o tym kibice Lechii Gdańsk, którzy wspierani przez fanów Śląska Wrocław zawitali w około 200 osób na kameralny stadion w Kluczborku (posiadający jednak sztuczne oświetlenie!). MKS od lat słynie z niezwykłej gościnności w stosunku do fanów drużyn przyjezdnych. I tym razem fani Lechii mogli liczyć na darmową kiełbasę z grilla z bułką oraz napojem. – W przeszłości bywały u nas różne kluby, z różną historią, często wielkie marki i każdego staraliśmy się przyjąć tak samo. I nigdy nie było żadnych problemów – opowiada nam Robert Płaczkowski, jedna z kilku osób, które od wielu lat związane są z MKS-em. Od momentu powstania klubu od 2003 roku pełnił różne funkcje, a od 2012 roku jest dyrektorem klubu.

Szukając ciekawych historii, trochę nieoczywistych, idąc nie tylko za zapachem giętej na sektorze gości, postanowiliśmy właśnie odwiedzić MKS, klub z 20-tysięcznego, opolskiego miasteczka. Kluczbork (niem. Kreuzburg) przez stulecia znajdował się w granicach państw niemieckich i czeskich, dzieląc skomplikowane losy polityczne Śląska. Miasto zostało założone na prawie niemieckim w XIII wieku, a od XIV wieku podlegało władzy Czech, Habsburgów, a od XVIII wieku Prusom i – w konsekwencji – zjednoczonym Niemcom. Droga do Kluczborka prowadzi przez liczne lasy. Wielkomiejski gwar jest jakby daleko stąd. To kameralne miasteczko ma swój urok i klimat pozwalający żyć w nieco wolniejszym, ale i sympatyczniejszym tempie. Urokliwy ryneczek na pierwszym miejscu eksponował nie wtorkowy mecz, lecz… zbliżające się Dożynki Wojewódzkie w Kluczborku oraz Ogólnopolskie Dni Pszczelarza. Te odbędą się w najbliższy weekend, jeśli ktoś byłaby zainteresowany.
Wielka piłka w ostatniej dekadzie do tego spokojnego miejsca wita jedynie za sprawą rozgrywek o STS Puchar Polski. Rok temu przyjechał ŁKS Łódź, a teraz Lechia Gdańsk. – Dla nas wygranie finału Wojewódzkiego Pucharu Polski z LKS Starościn 5:0 już było dużym sukcesem – dodaj dyrektor Płaczkowski. Zwycięstwo dało MKS-owi drugi w historii triumf w opolskim Pucharze Polski oraz awans do rozgrywek centralnych.
Najpierw derby, potem STS Puchar Polski
Puchar tysiąca drużyn, to święto dla tych mniejszych, maluczkich. W Kluczborku też tak o tym mówiono, lecz na chwilę zapomniano o spotkaniu z Lechią. Wszystko przez piątkowe derby w 3. Lidze ze Stalą Brzeg. MKS wygrał 1:0 po klasycznym meczu walki i mógł już w pełni rozkoszować się STS Pucharem Polski. – Spotkanie się z takim rywalem, który ma ogromną tradycję, nie tak dawno grał w Ekstraklasie to motywujące dla klubu takiego jak MKS – opowiada Robert Płaczkowski. – Od momentu, gdy przestaliśmy być klubem pierwszo czy drugoligowym, to każdy taki mecz jest dla nas wyzwaniem i okazją do pokazania się piłkarskiej Polsce. Od 2018 roku trzecia liga to nasz sufit. Rok temu mecz z ŁKS-em też taki był. Marzymy o tym by powalczyć, by postarać się o niespodziankę, choć znamy swoje miejsce w szeregu. Zdecydowanym faworytem jest Lechia. Do tej pory graliśmy z drużynami z północy, ale z Gdańszczanami jeszcze nigdy. My zawsze podejmujemy walkę – mówił nam przed mecze dyrektor.

I faktycznie, MKS powalczył i to mocno. Ba, nie będzie przesadą określenie, że przed większość spotkania to gospodarze byli groźniejsi. Zanim strzelili gola na 1:0 zmarnowali dwie świetne okazje. Do doprowadzenia do dogrywki zabrakło im tak naprawdę sekund. Porażka 1:2 jest bolesna, ale jest też powodem do dumy. Wiedzieli to kibice, którzy po końcowym gwizdku gromkimi oklaskami nagrodzili zmęczonych i trochę załamanych piłkarzy MKS.
Dwa miliony i dwa tysiące złotych
Teraz MKS wraca do swojej trzecioligowej, trudnej i wymagającej rzeczywistości. – Jesteśmy przedstawicielem województwa opolskiego, które ma jednego przedstawiciela na zapleczu Ekstraklasy: Odrę Opole. To jest klub z miasta wojewódzkiego, z nowoczesnym stadionem, dysponujący budżetem w wysokości kilkunastu milionów złotych. My jesteśmy klubem peryferyjnym, Kluczbork to 20-tysięczne miasto. Nie mam wielkich możliwości, wspomaga nas wiele małych firm, ale to miasto jest naszą podporą. Patrząc szerzej ten rejon nie ma spółek skarbu państwa. My doskonale wiemy na co nas stać, wiemy ile miasto może nam dać, więc staramy się racjonalnie egzystować. Nie mamy aktualnych zaległości. Spłacamy jedynie stare długi. Budżet takiego klubu jak nasz to ok 1,5 – 2 mln złotych. Taki mecz, jak ten STS Pucharu Polski z Lechią sprawił, że pojawiło się dwóch dodatkowych sponsorów tego spotkania. MKS to amatorski klub, bo zajęcia treningowe odbywają się popołudniami, bo piłkarze mają swoje zajęcia, pracę – wyjaśnia dyrektor MKS.

Pobyt w I lidze dał klubowi rozgłos, piłkarzom szansę na lepsze kariery, ale w efekcie końcowym długi sprowadziły MKS na ziemię. – Pierwszy nasz pobyt w I lidze w latach 2009-2011 stworzył potężne zadłużenie i konsekwencje, które są odczuwane do dzisiaj. Drugi awans za zaplecze Ekstraklasy (2015-2017) był inny, nie było szaleństwa, żyliśmy w realiach budżetu. Teraz twardo stąpamy po ziemi, nie pozwalamy przekraczać budżetu – mówi dyrektor kluczborskiej drużyny. – III liga jest bardzo wymagająca, wiele klubów funkcjonuje na niskim pułapie finansowym. Samo poruszanie się w trakcie rozgrywek jest kosztowne. Piłkarsko jesteśmy ok, ale organizacyjnie nie jesteśmy w stanie sprostać wyższym wymaganiom – dodaje.
Potwierdza to najbardziej znany piłkarz MKS Kluczbork, Patryk Tuszyński. 36-letni napastnik rozegrał w Ekstraklasie 208 spotkań i strzelił 44 gole. W przeszłości bronił barw m.in. Lechii Gdańsk, Zagłębia Lubin, Piasta Gliwice, Wisły Płock, czy tureckiego Rizesporu. – Wróciłem do MKS, w którym grałem na początku kariery i musze przyznać, że łatwo nie było. Przez pierwsze dwa lata mieliśmy problem z treningami późną jesienią i zimą, bo na naszym boisku treningowym nie było oświetlenia, a żeby nie zniszczyć głównej murawy, musieliśmy trenować po kątach. Na szczęście warunki się poprawiły, jest sztuczne oświetlenie na bocznym boisku. Nadal jednak trenujemy popołudniami, bo część drużyny pracuje lub uczy się. To sprawa, że po pracy trudno trenować na takie intensywności, jak w totalnie zawodowym klubie. Każdy jednak wkłada całe serducho, sporotowo robimy co możemy, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Jest skromnie, ale uczciwie – mówi nam Tuszyński, które pucharowy mecz z Lechią śledził niestety z wysokości trybun. – Doznałem pechowo drobnego urazu w derbowym meczu ze Stalą. Szkoda, bo bardzo chciałem przypomnieć się kibicom Lechii – dodaje „Tuszyn”.
Między piłkarskim młotem a kowadłem, czyli Górnym i Dolnym Śląskiem
Takim klubom jak MKS Kluczbork, Stal Brzeg, czy Ruch Zdzieszowice nie pomaga też… położenie. – Opolszczyzna to taki region, który można powiedzieć ma niefortunne położenie pod względem geograficznym i sportowym. Z jednej strony jest województwo śląskie, historycznie i nie tylko bardzo mocne, liczne piłkarsko. Z drugiej też silny Dolny Śląsk, z dużymi możliwościami i tradycją. W dużych miastach inaczej się funkcjonuje. Uważam, że jako region piłkarsko jesteśmy najsłabsi, wraz z województwem lubuskim dzierżymy to niechlubne miano. Jako dyrektor mogę powiedzieć, że różnice widać już w grupach dziecięcych. Są ośrodku, miasta kluby, gdzie odbywa się selekcja dzieci, a u nas są ogłaszane nabory i poszukiwania. Jeśli jest się w takim klubie jak MKS, to trzeba się nauczyć innego spojrzenia na wiele spraw – podsumowuje Robert Płaczkowski.

































































































