5 marca to w Świdniku data magiczna. Od piłki rzucanej z helikoptera w 1962 roku po morderczy bój z Rakowem w 2026 roku. Zapraszamy za kulisy lotniczego miasta, gdzie pucharowy gen walki jest silniejszy niż różnice ligowych poziomów.
W Avii porządek musi być
Z Michałem umówiłem się na 13:00, od rana jestem w trasie, gdy już mam już zjeżdżać do miasta z drogi ekspresowej dzwoni mój telefon:
– Możemy się umówić na 14:00, dzieje się mnóstwo rzeczy i nie będę mógł w pełni poświęcić Ci czasu.
Zgadzam się i odpowiadam, że jakoś sobie poradzę, jakoś się sobą zajmę, kawę wypiję albo coś.
Ale kiedy dojeżdżam pod stadion, parkuję i widzę zza winkla kilka krzesełek, żółtych, niebieskich, to nikogo nie pytam o zdanie, mijam dziewczyny krzątające się pod fanshopem, wchodzę pod sam stadion. Kocham boiska, trybuny, krzesełka, surową geometrię, betonowe bryły, bycie na stadionie to dla mnie najlepsza forma odpoczynku. Wyciągam telefon, zaczynam robić zdjęcia.
– Kogoś pan szuka?
Po kilka minutach muszę się ocknąć bo pytanie zadaje miły facet w uniformie Avii z wyraźnie wschodnim akcentem. Wyjaśniam, że jestem umówiony, a że jestem za wcześnie to tak sobie chodzę i zwiedzam.
Za kilka chwil pojawia się Michał i przejmuje mnie w momencie gdy szuka mnie już kilka zdenerwowanych osób, na szczęście mój przewodnik ratuje mnie z opresji.
– W Avii porządek musi być nie tylko na boisku – tłumaczy mi zainteresowanie moją osobą.
Właściwie to wcale się nie dziwie, chłop łazi, robi zdjęcia, nikogo nie pyta o pozwolenie. W przeddzień najważniejszego dnia w najnowszej historii Avii.
No to zdaje się, że pierwsze lody już przełamaliśmy…

Magia daty. Marcowa pętla czasu
5 marca w historii Avii Świdnik, to data, która ma ciężar gatunkowy. Tego dnia w 1962 roku Avia gra pierwsze wielkie starcie w Pucharze Polski! Cała noc odśnieżania murawy, przyczepy rolnicze zamiast trybun, a mecz rozpoczął się od… zrzucenia piłki z helikoptera. No bo przecież jesteśmy w Świdniku. Avia grała jak równy z równym na grząskiej murawie, ale finalnie przegrała z pierwszoligowym Łódzkim Klubem Sportowym 0:1.
5 marca 2026. Dokładnie 64 lata później. Los znów miał zagrać z Avią w pokera tego samego dnia. W 1962 roku ludzie stali na przyczepach, w 2026 roku stadion pękał w szwach, ale ciężar nadziei kibiców był ten sam. Raków Częstochowa przyjechał po swoje. Kontrolowali grę, objęli prowadzenie w doliczonym czasie pierwszej połowy. Wydawało się, że piłkarze Avii mają podcięte skrzydła.
Ale w Świdniku nikt nie składa broni. Najpierw 79 minuta i dwie świetne interwencje Trelowskiego ratują Raków. W końcu przychodzi 93. minuta i goool. Stadion eksploduje. Remis. Dogrywka. Te kilka minut to jak lot helikopterem, albo rollercoaster, bo zawodnicy Avii stracili gola na samym początku dodatkowego czasu i ostatecznie odpadli z rywalizacji. Choć ten zryw pokazał wszystko, co musisz wiedzieć o tym klubie. Nieustępliwość. Charakter. Walka do końca i podnoszenie się po ciosach. Tak było z Ruchem Chorzów, Polonią Bytom, Rakowem. Avia gościła w tym sezonie STS Pucharu Polski trzech byłych mistrzów Polski!

Przygoda ważniejsza niż niepewność
Przed meczem przygotowuje się na trudy pucharowych zmagań, jem klasyczną giętą stadionową. Michał podchodzi z Konradem Paciorkowskim. Podpora Siarki Tarnobrzeg i GKS Bełchatów w połowie lat 90, ale to w Avii wchodził do dużej piłki. W 1986 roku, stał między słupkami w legendarnym ćwierćfinale z Pogonią Szczecin.
Pytam go wprost: Co było ważniejsze? Walka o awans do elity czy Puchar Polski?
Konrad uśmiecha się, a w jego oczach zapala się ten specyficzny błysk. – W II lidze byliśmy solidni, ale realnie o awans było ciężko. A Puchar? Puchar to była przygoda. Coś, co zostaje z tobą na całe życie.
Wtedy to zrozumiałem. Dla takich miast jak Świdnik, dla takich klubów jak Avia, STS Puchar Polski to nie są dodatkowe mecze w kalendarzu. To okno na świat. To wielka przygoda!
Kolejny magiczny sezon dla Avii to 1985/86. Pod wodzą Janusza Gałka świdniczanie szli przez rozgrywki pucharowe jak taran. Najpierw pod topór poszedł wielki Ruch Chorzów z Krzysztofem Warzychą i Waldemarem Fornalikiem. Po 90 minutach morderczej walki był remis 1:1, ale w karnych to Avia zachowała zimną krew. Wygrali 6:5, a decydującą „jedenastkę” wpakował do siatki Marek Maciejewski.
Później przyszedł ten przeklęty i piękny zarazem ćwierćfinałowy dwumecz z Pogonią Szczecin. W Świdniku Marek Leszczyński zrobił coś niemożliwego, strzelił dwa gole, w tym jednego bezpośrednio z rzutu rożnego. Stadion pękał w szwach, ale to Pogoń wygrała 3:2. W rewanżu było 1:2, a honorową bramkę zdobył Ryszard Czyż.
W 1990 Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego PZL Świdnik w Świdniku została przekształcona w spółkę Skarbu Państwa, która stopniowo przestała finansować klub. Po raz ostatni Avia zagrała w II lidze w sezonie 1998/99. Klub spadł do IV ligi, a Michał który jest kibicem od dziecka wspominał, że był na ostatnim meczu rundy jesiennej, gdzie wszyscy na stadionie zastanawiali się czy klub zagra na wiosnę. Avia przetrwała trudny czas i wróciła do III ligi. Teraz dzięki wsparciu miasta próbuje wrócić na piłkarską mapę Polski!
Czytaj także:
- Historia STS Pucharu Polski w pigułce
- Zwycięzca STS Pucharu Polski 2025/26. Kto sięgnie po trofeum?
- Jak obstawiać STS Puchar Polski? Poradnik dla kibiców
Pułapka III Ligi
Dziś Avia jest liderem III ligi grupy IV. Walczy o awans z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Chełmianką Chełm. Drużyny mają podobny potencjał, różnice są minimalne, margines błędu zerowy.
– Z III ligi wychodzi się najtrudniej – mówi mi Michał. Na potwierdzenie tej tezy w przerwie meczu czytam wywiad z trenerem Avii Wojciechem Szaconiem, który mówi to samo to w programie meczowym.
Za przykład służy krakowska Wieczysta. Projekt za miliony, który szedł jak taran przez okręgówkę i IV ligę. Zacięli się dopiero tutaj. W pierwszym sezonie musieli uznać wyższość Stali Stalowa Wola i… właśnie Avii Świdnik. To pokazuje nieprzewidywalność tej ligi. Pierwsze miejsce daje bezpośredni awans, drugie to zsyłka do baraży i daleka droga do awansu. Wieczysta po wejściu do 2. Ligi szybko wróciła do regulanej gry o najwyższe cele. Historie Pogoni Grodzisk Mazowiecki i Unii Skierniewice pokazują, że tam gdzie jest pomysł na drużynę można robić awans rok po roku siłą rozpędu. W Świdniku wszyscy wierzą, że potencjał Avii jest ogromny!

Młode miasto, które zaczęło raban
Świdnik to młode miasto z socjalistycznym rodowodem. W 1980 roku miało zaledwie 26 lat. To idealny wiek na bunt. Świdniczanie mówią, że Sierpień 80 zaczął się w lipcu w Świdniku. 8 lipca 1980 roku zapalnikiem był głód załogi… Wyższe ceny zakładowej stołówce WSK Świdnik wywołały reakcję, której nikt się nie spodziewał. Kończy się przerwa śniadaniowa, a pierwsze wydziały po prostu nie wracają do pracy. Około południa w halach jest cicho, strajkuje już cała produkcja.
W lutym 1982 roku, w samym środku mroku stanu wojennego, Świdnik wymyślił najbardziej surrealistyczną broń przeciwko systemowi, spacer. Gdy o 19:30 w telewizorach ruszał „Dziennik Telewizyjny”, miasto wychodziło na główną ulicę. Cicha, masowa demonstracja siły, która ośmieszała propagandę. Ten genialny w swojej prostocie pomysł szybko podchwyciły Puławy i Lublin.
Z tym ostatnim Świdnik żyje dziś w szorstkiej przyjaźni. Lublinianie twierdzą, że Świdnik tylko bawi się w miasto i lubią kpić z tutejszych tablic rejestracyjnych LSW, złośliwie rozwijając skrót jako: „Lubię swoją wieś”.
Świdniczanie tylko uśmiechają się z przekąsem i rzucają jeden argument: – „Skoro u nas taka wieś, to dlaczego wasze lotnisko jest w Świdniku?”.

STS Bardziej w Świdniku
Zakłady Bukmacherskie STS są tytularnym sponsorem Pucharu Polski, dlatego zdecydowaliśmy się na szerokie działania wraz z Avią Świdnik, która idealnie definiuje profil underdoga w pucharze tysiąca drużyn.
Pojawił się Hubert Hałas, który w swoich materiałach stał się pomostem między dzisiejszym meczem a legendą Avii sprzed 40 lat. To on wydobył z tej historii to, co najważniejsze. Lokalny kontekst, dreszcz emocji i rangę ćwierćfinału STS Pucharu Polski. Na boisku i wokół stadionu prowadziliśmy relację „live”, łapiąc na gorąco reakcje trybun – od euforii po 93. minucie, po dumę ze swojej drużyny pomimo porażki po walce!
Całość uzupełniły materiały z Patrykiem Małeckim. Jego krótkie, dynamiczne wrzutki dobudowały temu spotkaniu dodatkowy wymiar. Zadziorny charakter i charyzma zawodnika idealnie pasują do charakteru świdnickich lotników.
STS wraz z TVP Sport zorganizował wspólną transmisję „kanapową” z tego meczu. Dzięki temu Świdnik i jego atmosfera wjechały na ogólnopolski ekran w pełnym formacie. Avia pokazała, że można grać w III lidze, a media robić na poziomie Ekstraklasy.
































































































