Rozgrywki NBA to najbardziej prestiżowa liga koszykarska na świecie. Choć dominują w niej Amerykanie, swoje karty piszą też Polacy. W NBA nigdy nie było ich dużo, w końcu koszykówka nie jest najpopularniejszą dyscypliną nad Wisłą. Kilka nazwisk odcisnęło jednak swoje piętno w historii i warto o nich pamiętać. Jacy biało-czerwoni zaistnieli w lidze NBA? Oto oni!
Polacy w NBA
Rozgrywki w najlepszej lidze koszykówki rozpoczęły się w 1946 roku. Od początku odcisnęły duże piętno na społeczeństwie amerykańskim, które uwielbia „kosza” – tak jak hokeja, baseball czy futbol amerykański. W przeciwieństwie do Europy aż takiego znaczenia nie odgrywa tam piłka nożna. Przez lata basket opalał się w blasku fleszy, do którego nie docierali Polacy. Wynikało to nie tylko ze znacznie mniejszego zainteresowania koszykówką, ale faktu egzystencji naszego kraju za żelazną kurtyną. Co prawda w bloku komunistycznym „kosz” rozwijał się całkiem nieźle, ale poza orbitą National Basketball Association. Dopiero kiedy czerwone rządy upadły, Polska otwarła się na świat, choć na pierwszego polskiego koszykarza za Oceanem trzeba było jeszcze trochę poczekać.
Krótka historia obecności Polaków w NBA
W lidze NBA jak do tej pory zaistniało czterech Polaków. Pierwszy był Cezary Trybański, potem Maciej Lampe, Marcin Gortat i aktualnie Jeremy Sochan. Poza tym grało w niej kilku koszykarzy innych nacji mających polskie obywatelstwo. Wymienić tu można Argentyńczyka Rubena Wolkowyskiego, Izraelczyka Gala Mekela czy naturalizowanego Amerykanina Jeffa Nordgaarda.
Byli też polscy zawodnicy, którzy otarli się o NBA, ostatecznie w nim nie debiutując. Szymon Szewczyk w 2003 roku został w drafcie wybrany jako numer 35, trafiając do Milwaukee Bucks. Przez kilka lat występował tam w Summer League, czyli rozgrywkach pozasezonowych, gdzie trenerzy zazwyczaj testują innych zawodników i strategie. W lidze NBA jednak nigdy nie zadebiutował. Podobnie zresztą było w przypadku takich koszykarzy, jak:
- Zbigniew Białek (Los Angeles Lakers)
- Łukasz Obrzut (Indiana Pacers)
- Olek Czyż (Chicago Bulls, Portland Trail Blazers, Milwaukee Bucks)
- Tomasz Gielo (Philadelphia 76ers)
- Przemysław Karnowski (Orlando Magic, Charlotte Hornets)
- Mateusz Ponitka (Denver Nuggets)
Dlaczego jest nas tam tak mało?
W erze globalizacji i powszechnej podróżny to pytanie wydaje się jak najbardziej zasadne. Odpowiedź na nie jest jednak bardzo prosta. Przede wszystkim Polaków za Oceanem jest tak mało dlatego, że na parkietach NBA występują tylko najlepsi z najlepszych. Biało-czerwoni koszykarze prezentują po prostu znacznie niższy poziom, co widać gołym okiem po rozgrywkach międzynarodowych. Polityka i marketing Polskiej Ligi Koszykarskiej nie są zbyt dobre. Jest ona uważana za bardzo słabą, a polskie kluby nie odnoszą żadnych sukcesów na europejskiej arenie międzynarodowej. To samo tyczy się reprezentacji Polski. W lidze NBA występują tylko najlepsi europejscy koszykarze, a w tym gronie raczej nie należy szukać Polaków.
Najważniejsi Polacy w historii NBA
W najlepszej lidze świata występowało czterech polskich koszykarzy. Z tego punktu widzenia każdy z nich był ważny dla kraju nad Wisłą, bo pozwolił dotknąć koszykówki na najwyższym poziomie.
Marcin Gortat – „Polski Młot” w NBA
Mówiąc o biało-czerwonych, zacząć należy od „Polskiego Młota”. Marcin Gortat to Polak, który odcisnął zdecydowanie największe piętno w lidze NBA, jeśli chodzi o naszych graczy. Pochodzi z Łodzi, gdzie zaczynał karierę koszykarską w tamtejszym ŁKS-ie. Potem trafił do mocniejszej ligi niemieckiej, gdzie reprezentował RheinEnergie Kolonię, z którą wygrał mistrzostwo i trzy krajowe puchary. Stamtąd trafił do Stanów Zjednoczonych.
Kariera Gortata w NBA
Marcin Gortat w 2005 roku wziął udział w drafcie NBA. Został wybrany w II rundzie z numerem 57 przez Phoenix Suns, ale szybko trafił do Orlando Magic. Pierwszy mecz w lidze rozegrał 1 marca 2008 przeciwko New York Knicks, przebywając na boisku 2 minuty i 21 sekund. Jako pierwszy Polak zagrał w finale NBA, gdzie jednak Orlando Magic przegrali z Los Angeles Lakers. Później grał też dla Phoenix Suns, Washington Wizards i Los Angeles Clippers. W sumie w NBA zaliczył 175 występów, a na szczególne uznanie zapracował sobie w stolicy Stanów Zjednoczonych.
Najważniejsze osiągnięcia i rekordy
Marcin Gortat występował w NBA przez 13 sezonów. W pewnym momencie otarł się nawet o występ w All-Star Game, meczu gwiazd, choć w dużej mierze była to zasługa polskich internautów, którzy głosowali na niego w sieci. Najlepiej szło mu z Orlando Magic, gdzie został pierwszym Polakiem (i na razie ostatnim), który zaliczył występ w finale NBA, następującym po zakończeniu fazy play off.
Maciej Lampe – droga do NBA
Maciej Lampe był drugim Polakiem, który występował w najlepszej lidze koszykówki świata. Co ciekawe, trafił do niej z Realu Madryt, jednego z najmocniejszych klubów Europy. Został wybrany z pierwszym numerem drugiej rundy draftu do New York Knicks, ale nigdy tam nie zagrał. W NBA zadebiutował w Phoenix Suns, a potem reprezentował też New Orleans Hornets i Houston Rockets. W Ameryce nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Później rozpoczął swoją podróż po świecie – Rosji, Izraela, Hiszpanii, Turcji, Chin, Bahrajnu czy Francji.
Wzloty i upadki w karierze
W lidze NBA zapowiadano mu świetlaną karierę koszykarską, ale ostatecznie nie udało mu się jej zrealizować. Liczono, że w drafcie zostanie wybrany szybko, już w pierwszej rundzie, co ostatecznie nie sprawdziło się. Grzmiał wówczas, że pokaże wszystkim klubom, które go pominęły, iż popełniły błąd. Ostatecznie jednak niewiele z tego wyszło. Przez trzy lata w Ameryce zagrał 64 razy, notując tylko 10 bloków, mimo że miał aż 212 cm wzrostu.
Lampe w oczach ekspertów
Średnia 3,4 punktu na mecz nie przyniosła chwały urodzonemu w Łodzi, ale wychowanemu w Szwecji koszykarzowi. Maciej Lampe miał świetne warunki fizyczne, był silny, ale mimo tego unikał gry pod koszem, co nie sprawdzało się w NBA. Nie podobało się to kibicom, ekspertom, ale także szkoleniowcom. Dlatego mimo krótkiego pobytu w USA zaliczył aż 4 kluby, z czego w jednym nie wystąpił ani razu.
Cezary Trybański – pierwszy Polak w NBA
Pisząc o biało-czerwonych w USA, należy wspomnieć tego, który to wszystko rozpoczął. Cezary Trybański to pierwszy Polak w NBA, jaki kiedykolwiek tam wystąpił. Wielkiej furory bynajmniej nie zrobił, bo zaliczył tylko 22 gry. Jednakże nikt nie odbierze mu tego, że trafił za Ocean jako pierwszy z naszego kraju.
Jak Trybański trafił do NBA?
Zanim został pierwszym Polakiem w Stanach Zjednoczonych, Cezary Trybański występował w Legii Warszawa. Potem grał w klubie MKS Pruszków (miał wówczas różne nazwy). Choć w szkole średniej nie był wcale najwyższy, w przeciągu roku nabrał wielu centymetrów. Wkrótce mierzył już 218 cm, będąc najwyższym na parkietach. Pruszkowska ekipa miała jednak problemy natury organizacyjnej i „C-Tryb” musiał ją opuścić. Skontaktował się ze znajomym amerykańskim menadżerem, który zaprosił go za Ocean. Pierwotnie miał tam tylko trenować i jednocześnie szukać klubu w Europie, ale w trakcie treningu pokazowego wpadł w oko skautom dziewięciu zespołów. Odbył kilka testów, ale porozumiał się z Memphis Grizzlies, z którymi podpisał w 2002 roku trzyletni kontrakt. Cezary Trybański był zachwycony warunkami, jakie panowały w USA, a jego życie odmieniło się o 180 stopni.
Jego rola i znaczenie dla polskiej koszykówki
Choć Cezary Trybański rozegrał w NBA najmniej spotkań ze wszystkich Polaków, jego znaczenie było dla biało-czerwonych gigantyczne. Pokazał, że można, jednocześnie otwierając oczy amerykańskich kibiców i ekspertów na nasz kraj. „C-Tryb” przetarł szlaki. Wiadomo, że nagle polscy koszykarze nie zaczęli hurtowo transferować się do najsilniejszych rozgrywek globu. Jednakże nabrali wiary, a kibice znad Wisły w większym stopniu zaczęli interesować się National Basketball Association i tym, jak powinna wyglądać prawdziwa koszykówka.
Jeremy Sochan – nowa nadzieja polskiej koszykówki
Aktualnie w kontekście Polaków w NBA najwięcej mówi się właśnie o nim. Jeremy Sochan urodził się w Guymon, w stanie Oklahoma (USA), ale dorastał w Anglii – najpierw w Southampton, a później w Milton Keynes. Jego matka, Aneta Sochan, oraz ojczym, Wiktor Lipiecki, mają polskie korzenie, natomiast ojciec, Ryan Keyon Williams, był Afroamerykaninem. Aneta Sochan była zawodniczką Polonii Warszawa. W wieku 19 lat wyjechała do college’u w Missouri, a następnie otrzymała sportowe stypendium na uczelni w Oklahomie, której drużyna grała w NCAA Division II. To właśnie tam poznała Williamsa, który był graczem męskiej reprezentacji uczelnianej. Później Williams kontynuował karierę zawodniczą w Europie, występując m.in. we Francji i Anglii.. Karierę w najlepszej lidze koszykarskiej rozpoczął w 2022 roku, kiedy jako 9. w kolejności został wybrany w drafcie przez San Antonio Spurs. Stał się tym samym pierwszym Europejczykiem w tamtym wyborze.
Perspektywy na przyszłość w NBA
Jeremy Sochan to wciąż bardzo młody zawodnik. Urodził się w 2003 roku, więc cała kariera jeszcze przed nim. Już teraz rozegrał 130 meczów w NBA dla San Antonio Spurs. Jeremy Sochan wybiega na parkiety regularnie i notuje coraz to lepsze wyniki. Jego umiejętności systematycznie rozwijają się, a sam koszykarz jest chwalony przez ekspertów. Można spodziewać się, że w NBA czeka go wieloletnia kariera, w której nie będzie głównie zmiennikiem, a podstawowym wyborem poszczególnych szkoleniowców. Nawet jeśli z czasem opuści ekipę San Antonio.
Rozmowy kontraktowe między Jeremym Sochanem a San Antonio Spurs zakończyły się fiaskiem. Brak porozumienia w sprawie nowej umowy sprawia, że po zakończeniu sezonu 2025/2026 polski koszykarz stanie się zastrzeżonym wolnym agentem. W praktyce oznacza to, że Spurs będą mogli wyrównać każdą propozycję złożoną mu przez inny zespół i zatrzymać go u siebie. Przyczyny braku ugody mogą być złożone. Możliwe, że obie strony inaczej wyceniają jego obecne umiejętności, a sam zawodnik woli poczekać i udowodnić, że zasługuje na wyższy kontrakt. Z perspektywy klubu uzasadnioną obawę mogą budzić powtarzające się kontuzje Sochana, który aktualnie leczy uraz nadgarstka.
Brandin Podziemski
Podziemski to zawodnik wybrany w zeszłorocznym drafcie przez Golden State Warriors. Zaliczył bardzo dobry debiutancki sezon na parkietach NBA, a eksperci przewidują, że może być on twarzą przebudowy Warriors. Wybrany z numerem 19 w drafcie zawodnik w trakcie poprzedniego sezonu stał się niespodziewanie graczem pierwszej piątki GSW. Brandin Podziemski urodził się w 2003 roku w Greenfield w stanie Wisconsin. Brandin ma póki co jedynie amerykańskie obywatelstwo, jego rodzice są amerykanami. Sam koszykarz wielokrotnie wspominał o polskim pochodzeniu i staraniu się o polski paszport.
Igor Milicić Jr.
Igor Milicić Jr. podpisał z Philadelphia 76ers kontrakt typu Exhibit-10. To niegwarantowana umowa, która daje klubowi możliwość sprawdzenia zawodnika podczas okresu przygotowawczego. Jeśli się sprawdzi, kontrakt może zostać przekształcony w umowę typu two-way lub zawodnik może zostać skierowany do drużyny z G-League.
Czytaj dalej:
- Jak obstawiać koszykówkę? Poradnik obstawiania koszykówki
- Koszykówka na Igrzyskach Olimpijskich 2024. Typy, kursy, terminarz
- Konferencja Zachodnia NBA: typy, kursy. Kto faworytem do play offów?
- Konferencja Wschodnia NBA: typy, kursy. Kto faworytem do play offów?
- Podstawowe zasady koszykówki: wskazówki dla początkujących
Polacy w drafcie NBA
Tylko Cezary Trybański nie dostał się do NBA poprzez draft. Pierwszy Polak w najlepszej lidze globu znalazł się nieco na okrętkę. Najpierw wyjechał do USA, a potem przykuł uwagę skautów w treningu pokazowym. W oko wpadł szczególnie Jerry’emu Westowi, legendarnemu zawodnikowi, którego sylwetka znajduje się w logo NBA. Odpowiadał wówczas za transfery Memphis Grizzlies i postanowił zakontraktować Trybańskiego. „C-Tryb” swoich sił w drafcie próbował w 2001 roku, ale nie został wybrany. A jak było z pozostałą trójką?
Co to jest draft NBA?
Na początek należy wyjaśnić, czym jest draft. Osoby nieśledzące sportu w Stanach Zjednoczonych mogą nie orientować się, o co w tym wszystkim chodzi. Najogólniej mówiąc, draft jest wielkim, corocznym show, które śledzą miliony Amerykanów. W przypadku basketu 30 klubów w dwóch rundach wybiera dwóch nowych koszykarzy, których może zrekrutować do swojej drużyny. Ci biorą się głównie z ligi akademickiej albo z Europy. Wybierający danego gracza zespół zyskuje roczne pierwszeństwo w kwestii negocjacji i podpisania umowy z tymże. Prawem tym można jednak dysponować, jakby „handlować”. Można wymienić się z innym klubem, sprzedać je lub odłożyć na przyszłość. Im szybciej wybrany zostanie dany zawodnik, tym większą renomą cieszy się ów wybór. Jak bowiem łatwo się domyślić, najpierw „zaklepywani” są ci teoretycznie najlepsi koszykarze.
Jak Polacy radzili sobie w drafcie?
Pierwszych biało-czerwonych w drafcie należy szukać w 2003 roku. Wówczas właśnie New York Knicks zdecydował się sięgnąć po Macieja Lampego, wówczas gracza Realu Madryt, jako pierwszego w drugiej rundzie. Chwilę później, jako szóstego w drugiej rundzie, wybrano Szymona Szewczyka, wówczas gracza Basketball Loewen Brunszwik, lecz on w przeciwieństwie do Lampe nigdy w lidze NBA nie wystąpił. Co ciekawe, w 2003 roku jako jedynka w drafcie został wybrany LeBron James!
Dwa lata później w drafcie został wybrany „Polish Hammer”, jak nazywa się Marcina Gortata. On znalazł się jednak na odległym, 57. miejscu, lecz jak pokazał jego przykład – to wcale nie musi oznaczać nic złego. Zrobił w końcu karierę zdecydowanie większą niż Lampe czy Szewczyk. Najnowszy Polak w drafcie to natomiast Jeremy Sochan. Co więcej, młody zawodnik został wzięty już jako dziewiąty w pierwszej rundzie! To oczywiście najlepszy wynik w historii polskich koszykarzy, który każe sądzić, że Sochan zrobi w National Basketball Association wielką karierę.
Najwyżej wybrani Polacy w historii draftu
Zbyt wielkiej historii koszykarze znad Wisły w drafcie nie zrobili, dlatego ich ranking prezentuje się następująco:
- Jeremy Sochan – 9. miejsce – 2022
- Maciej Lampe – 30. miejsce – 2003
- Szymon Szewczyk – 35. miejsce – 2003
- Marcin Gortat – 57. miejsce – 2005
Czy draft gwarantuje sukces w NBA?
Draft w praktyce polega na rezerwowaniu sobie najlepszych młodych lub europejskich koszykarzy, którzy biorą w nim udział. To bardzo prestiżowa gala i moment sezonu. Im szybciej zostanie wybrany zawodnik, tym lepiej to o nim świadczy. Znaczy to bowiem, że skauci go docenili i uważają za tym lepszego. Jako jedynka w drafcie byli wybrani np. LeBron James czy Shaquille O’Neal. Nie oznacza to jednak, że wysokie miejsce w drafcie to z automatu recepta na sukces. Jak w każdym sporcie, ważna jest przecież ciężka praca, talent i systematyczny rozwój. U niektórych dobrze zapowiadających się koszykarzy to nie następowało i potem nie prowadzili swoich karier tak, jak się spodziewano. Niejeden przepadł, albo załapał się na NBA, lecz w słabszym klubie. Widać to także po Polakach. Maciej Lampe zajął prawie dwa razy wyższe miejsce niż Marcin Gortat, ale to ten drugi odcisnął swoje biało-czerwone piętno na amerykańskiej lidze.
Wyzwania i trudności Polaków w NBA
Aktualnie za Oceanem występuje Jeremy Sochan. Prędzej czy później pojawi się tam zapewne kolejny biało-czerwony, który jednak będzie musiał zmierzyć się z całą serią wszelakich trudności. Jakich?
Adaptacja do amerykańskiego stylu gry
Głównym powodem, dla którego w NBA jest tak mało Polaków, jest fakt, że ci są po prostu za słabi. To żadna tajemnica. W końcu liga USA i Kanady to najlepsze koszykarskie rozgrywki świata, a ich poziomu mogą pozazdrościć wszyscy. Jasne, że europejska Euroliga również prezentuje dużą jakość, ale w niej… trudno się Polakom przebić. To o czymś świadczy. Dlatego wybierając się za Ocean, kluczem jest dostosowanie się do tempa i szybkości gry w „kosza”. Dodatkowo National Basketball Association charakteryzuje się rozrzuceniem klubów po całym państwie, ciągnącym się od oceanu do oceanu. To wymaga z kolei ciągłych, wielogodzinnych podróży pomiędzy miastami, co odbija się na kondycji i zdrowiu zawodników. Z tego też powodu wymagana jest tam nie tylko świetna technika gry, ale również końskie zdrowie.
Kulturowe i językowe bariery
Oczywiście Stany Zjednoczone to zupełnie inny świat od Polski – zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Należy przyzwyczaić się do innej kultury i innego stylu bycia, co dla niektórych może być problematyczne. W USA wiele rzeczy jest innych od tego, co znamy w Europie. Także jeśli chodzi o mentalność. Koszykówka jest tam przede wszystkim rozrywką, show. Ma bawić tłumy i publikę. Pełno jest w tym wszystkim komercjalizacji, marketingu, reklamy. Trafiając do NBA, zawodnik od razu staje się gwiazdą i musi umieć sobie radzić z błyskiem fleszy. W dzisiejszych czasach problemem nie powinien być już język. W końcu z amerykańską odmianą angielskiego stykamy się na co dzień np. w grach, piosenkach czy filmach. Jednakże nie każdy sportowiec jest poliglotą.
Podsumowanie – przyszłość Polaków w NBA
Aby więcej polskich koszykarzy występowało w USA, potrzeba wiele czynników. Kluczowe jest rzecz jasna to, żeby… grali lepiej w „kosza”. Rozwój tej dyscypliny sportowej jest najistotniejszym czynnikiem, ale nie jedynym.
Czy możemy spodziewać się więcej Polaków w NBA?
Bardzo istotne dla polskiej koszykówki jest to, że za Oceanem zaistniał Jeremy Sochan. Na ten moment jest jeszcze za wcześnie na długofalowe wizje, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że będzie to najokazalsza polska kariera w Stanach Zjednoczonych. W młodym wieku Sochan radzi sobie bardzo dobrze i zapewne szybko pobije rekord meczów Gortata. Dzięki jego obecności w NBA Polska zyskuje kapitalną reklamę. Dzięki temu więcej kibiców czy ekspertów może zwracać uwagę na nasz kraj, choć oczywiście Sochan na amerykańskie korzenie i urodził się w USA. Nie jest „produktem” szkolenia polskich klubów.
Bo to jest właśnie kluczowy aspekt. Polska koszykówka musi się rozwijać, jeśli chce eksportować więcej zawodników do najsilniejszej ligi świata. Na razie nasze kluby z Polskiej Ligi Koszykówki słabo radzą sobie w Eurolidze, uznawanej za najbardziej prestiżowe rozgrywki na Starym Kontynencie. Muszą poprawić swoje wyniki, by w świat poszła wiadomość, że nad Wisłą potrafią grać w „kosza”. Stąd gracze mogą najpierw trafiać do lepszych klubów europejskich, a potem myśleć o wylocie do USA.
Jakie są perspektywy dla młodych polskich talentów?
Dwa polskie nazwiska, które znajdują się podobno w notesach klubów NBA i europejskich, to Szymon Nowicki i Jakub Szumert. Obaj pokazali się z dobrej strony mistrzostwach świata do lat 17 w Hiszpanii i szykują się do poważnych karier. Nowicki rok spędził na obserwacji w Realu Madryt, a obecnie reprezentuje silnego jak na nasze realia Śląska Wrocław. Szumer występuje w Arce Gdynia. Obaj urodzili się w 2005 roku, więc wciąż są bardzo młodzi i niewykluczone, że kiedyś będą stanowić o sile polskiej kadry. Jeśli nie zarabiając w NBA, to chociaż w mocnym klubie w Europie.
🏀 Sprawdź kursy na koszykówkę! Odbierz kod promocyjny i typuj faworytów! Zobacz typy na dziś!
W lidze NBA jak do tej pory zaistniało czterech Polaków. Pierwszy był Cezary Trybański, potem Maciej Lampe, Marcin Gortat i aktualnie Jeremy Sochan.
Draft jest wielkim, corocznym show, które śledzą miliony Amerykanów. W przypadku basketu 30 klubów w dwóch rundach wybiera dwóch nowych koszykarzy, których może zrekrutować do swojej drużyny. Ci biorą się głównie z ligi akademickiej albo z Europy.
Polska koszykówka musi się rozwijać, jeśli chce eksportować więcej zawodników do najsilniejszej ligi świata. Na razie nasze kluby słabo radzą sobie w Eurolidze, uznawanej za najbardziej prestiżowe rozgrywki na Starym Kontynencie. Muszą poprawić swoje wyniki, by w świat poszła wiadomość, że nad Wisłą potrafią grać w „kosza”.



























































































