Liverpool FC kontra Tottenham Hotspur, czyli angielski finał Ligi Mistrzów w Madrycie

Tottenham Hotspur vs. Liverpool FC

W sobotę o godzinie 21:00 na Estadio Wanda Metropolitano w Madrycie wybiegną jedenastki „The Reds” i „Kogutów”, by rozegrać finałowy mecz jednej z najbardziej ekscytujących edycji Champions League w ostatnich latach. Czy finał będzie równie spektakularny, jak spotkania półfinałowe?

Drugi w historii angielski finał Ligi Mistrzów

W obecnej edycji europejskich pucharów doszło do sytuacji bezprecedensowej. Otóż po raz pierwszy w historii zdarzyło się, że komplet finalistów stanowią drużyny angielskie. W środę w Baku o zwycięstwo w Lidze Europy grały dwa zespoły z Londynu (Chelsea pokonała Arsenal 4:1), a już w sobotę w Madrycie o trofeum Ligi Mistrzów powalczą Liverpool FC z Tottenhamem Hotspur. Biorąc pod uwagę tylko rozgrywki o Puchar Europy (od sezonu 1992/1993 w formule Ligi Mistrzów) do angielskiego finału dojdzie po raz drugi. W 2008 roku zmierzyły się bowiem ze sobą Manchester United i Chelsea Londyn. „Czerwone Diabły” pokonały wtedy „The Blues” dopiero po rzutach karnych (w regulaminowym czasie gry padł wynik 1:1, który utrzymał się w dogrywce). Czy w sobotę też czeka nas tak wyrównane i emocjonujące widowisko piłkarskie?

Statystyki mówią: Liverpool jest faworytem

Wszelkie dane wskazują na to, że faworytem jest drużyna prowadzona przez trenera Juergena Kloppa. Za klubem z miasta Beatlesów przemawia zarówno historia, jak i aktualna sytuacja. Zacznijmy od kilku faktów z historii. Liverpool Puchar Europy zdobywał już pięciokrotnie. Po raz ostatni w 2005 roku, gdy w niewiarygodny sposób, przy wielkim udziale Jerzego Dudka pokonał po rzutach karnych AC Milan. Ponadto „The Reds” trzykrotnie byli finalistami. Po raz ostatni przed rokiem, gdy musieli uznać wyższość Realu Madryt (1:3). Natomiast dla Tottenhamu Hotspur sobotni mecz będzie pierwszym finałem Ligi Mistrzów, a ostatni sukces odniesiony w europejskich pucharach to zdobycie Pucharu UEFA w… 1984 roku.
Przechodząc do obecnej sytuacji obu klubów, spójrzmy na końcową tabelę ostatniego sezonu angielskiej Premier League. Liverpool zajął drugie miejsce, do ostatniej kolejki walcząc z Manchesterem City o tytuł mistrzowski. Zgromadził aż 97 punktów w 38 meczach. „Spurs” zakończyli rozgrywki na miejscu czwartym, ale do „The Reds” stracili aż 26 punktów. Również w bezpośrednich spotkaniach sezonu 2018/2019 podopieczni Mauricio Pochettino byli gorsi (porażki 1:2 zarówno na własnym boisku, jak i na wyjeździe).

Dodać należy, że mimo długiego sezonu i gry na wielu frontach, przed najważniejszym meczem Juergen Klopp dysponuje niemalże pełną kadrą, z wszystkimi podstawowymi zawodnikami, w tym ofensywnym, bramkostrzelnym tercetem: Firmino – Salah – Mane. Trener „Kogutów” o takim komforcie mówić już nie może. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Manchesterem City kontuzji kostki doznał kapitan zespołu i najlepszy strzelec (17 bramek w Premier League) Harry Kane. Od tego czasu nie pojawił się na boisku, a jego koledzy z dziewięciu meczów wygrali tylko trzy. Wprawdzie jednym z tych trzech wygranych bez Kane’a meczów był rewanżowy półfinał z Ajaksem Amsterdam, ale jest to statystyka wiele mówiąca. Z londyńskiego klubu dochodzą wprawdzie sygnały, że Kane jest już zdrowy i od tygodnia trenuje z pełnym obciążeniem, ale nikt nie wie, jak tak długa przerwa w grze wpłynęła na jego formę i czy Pochettino zdecyduje się wystawić go w pierwszym składzie.
Czy możemy zatem bez żadnych wątpliwości typować zwycięstwo Liverpoolu? Niekoniecznie…

Kibice Tottenhamu liczą na kolejną niespodziankę

Ostrożność w obstawianiu wyniku podpowiada nieprzewidywalność piłki nożnej, która chyba najlepiej objawiła nam się w obecnym sezonie Ligi Mistrzów. Już dawno nie mieliśmy tylu niespodzianek i tylu niewiarygodnych zwrotów akcji, a im wyższy szczebel rozgrywek, do tym bardziej spektakularnych sytuacji dochodziło. Przypomnijmy te najważniejsze. Ajax Amsterdam już w 1/8 finału wyeliminował obrońców tytułu – Real Madryt. Dokonał tego, pomimo porażki w pierwszym meczu u siebie 1:2, wygrywając w Madrycie 4:1. Skutecznie straty w tej fazie odrabiały też: Manchester United z PSG (0:2 u siebie, 3:1 na wyjeździe) oraz Juventus Turyn z Atletico Madryt (0:2 na wyjeździe, 3:0 u siebie). W ćwierćfinale jednak to Ajax okazał się lepszy od faworyzowanego Juventusu (1:1 w Amsterdamie, 2:1 w Turynie). W innej parze ćwierćfinałowej Tottenham wyeliminował kolejnego faworyta – Manchester City, po niesamowicie dramatycznym meczu rewanżowym. W półfinałach sprawcą wielkiej sensacji był Liverpool, który odrobił straty z pierwszego meczu w Barcelonie (0:3) i wygrał na Anfield 4:0. Pogromców znalazła też ekipa z Amsterdamu, a okazali się nimi właśnie piłkarze Tottenhamu. W jakich okolicznościach to nastąpiło? W pierwszym meczu w Londynie „Koguty” przegrały 0:1. W rewanżu po pierwszej połowie przegrywały 0:2, by w drugiej połowie wyciągnąć wynik na 3:2, ostatniego gola decydującego o awansie zdobywając w szóstej minucie doliczonego czasu gry.
Czy zatem w sobotni wieczór w Madrycie kibice Tottenhamu nie mają prawa liczyć na kolejną niespodziankę? Oczywiście, że mają.

Tags:

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?