Hiszpańska La Liga przyspiesza

la liga przyspiesza

Po rozłożonej na raty, trwającej w sumie przez trzy kolejki, inauguracji nowego sezonu, hiszpańska La Liga w tym tygodniu wyraźnie przyspiesza. Od wtorku do czwartku rozegrana zostanie kolejka numer 4, a w sobotę i niedzielę piąta seria spotkań, której zwieńczeniem będzie piłkarski hit: FC Barcelona – Sevilla FC na Camp Nou.

Inauguracja La Liga na raty

Za nami nietypowa inauguracja sezonu ligi hiszpańskiej, gdzie dopiero po rozegraniu trzech kolejek wszystkie drużyny choć jeden raz zdążyły pokazać się na boisku. Wszystko przez rewolucję w piłkarskim kalendarzu, jaką wprowadziła pandemia koronawirusa. Ponieważ tak zwana „wielka czwórka” hiszpańskiej piłki nożnej (Real Madryt, FC Barcelona, Atletico Madryt i Sevilla FC) niemal do samego końca była zaangażowana w opóźnione europejskie puchary, a przerwa przed rozpoczęciem nowego sezonu ligowego była bardzo krótka, władze La Liga poszły na rękę potentatom, przekładając ich pierwsze mecze. Z tej przyczyny w pierwszej kolejce nie zobaczyliśmy w akcji żadnego zespołu z wymienionego wyżej kwartetu. Mecze FC Barcelony z Elche CF i Realu Madryt z Getafe zostały przeniesione na przyszły rok. Podobnie jak spotkanie mogące być hitem inauguracji La Liga (Atletico Madryt – Sevilla FC), któremu już wyznaczono nową datę (12.01.2021). W drugiej kolejce ligi hiszpańskiej także rozegrano tylko siedem spotkań, bo nadal pauzowały: Atletico Madryt (przełożony mecz z Levante), Sevilla FC (Elche CF) i FC Barcelona (spotkanie z Athletic Bilbao odbędzie się 6 stycznia 2021 roku). Jedynym hegemonem, który zainaugurował sezon, był obrońca mistrzowskiego tytułu Real Madryt. Była to jednak bezbarwna inauguracja (0:0 w San Sebastian z Realem Sociedad).

Znów mamy Polaka w La Liga!

Wobec braku piłkarskich hitów w pierwszych kolejkach, największe emocje wśród polskich kibiców musiał wzbudzić debiut w La Liga polskiego piłkarza. Nic dziwnego, zważywszy na fakt, że Hiszpania nie jest w ostatnich latach zbyt popularnym kierunkiem dla reprezentantów Polski, a precyzyjniej rzecz ujmując to nasi piłkarze nie byli w kręgu zainteresowań klubów z Półwyspu Iberyjskiego. Dominuje ostatnio raczej przeciwny kierunek – to do Ekstraklasy napływa coraz więcej piłkarzy z lig hiszpańskich, ale nie z La Liga tylko tych niższych lig oczywiście. Ostatnim Polakiem w La Liga był bramkarz Przemysław Tytoń, który w sezonach 2014/2015 i 2016/2018 rozegrał łącznie w dwóch klubach (Elche i Deportivo) 47 meczów. Patrząc tylko na XXI wiek, więcej od niego nagrał się w lidze hiszpańskiej jedynie Grzegorz Krychowiak (58 meczów w barwach Sevilli w latach 2014-2016). Wyraźnie swoją obecność zaznaczył też Euzebiusz Smolarek (34 mecze dla Racingu Santander w latach 2007-2008). Pozostali (Mirosław Trzeciak, Jerzy Dudek, Dariusz Dudka, Damien Perquis, Bartłomiej Pawłowski i Cezary Wilk) zaliczyli tylko epizody. Daleko im do naszych piłkarskich gwiazd z przeszłości, takich jak: Jan Urban (177 meczów w latach 1989-1995), czy Roman Kosecki (93 spotkania w latach 1992-1995).

Którą drogą potoczy się kariera jedynego Polaka w La Liga w sezonie 2020/2021? Jak długo zagrzeje miejsce w lidze hiszpańskiej i ile zagra w niej meczów? Damian Kądzior, bo to o nim rzecz jasna mowa, został wykupiony przez Eibar z Dinama Zagrzeb za 2 miliony euro i podpisał trzyletni kontrakt. W zespole mistrza Chorwacji w dwóch ostatnich sezonach zagrał 77 razy, zdobył 21 goli i zaliczył 22 asysty. W lidze hiszpańskiej na razie rozpoczyna bez błysku, ale jest stopniowo wprowadzany do drużyny. W pierwszej kolejce wszedł na boisko w 61. minucie meczu z Celtą Vigo (0:0). W drugiej pojawił się na placu gry dopiero w 83. minucie przegranego 1:2 spotkania z Villarealem. W trzeciej kolejce Damian Kądzior wyszedł już w pierwszym składzie Eibaru na mecz derbowy Kraju Basków z Athletic Bilbao (porażka 1:2), ale choć pokazał się z niezłej strony, został po przerwie zmieniony. Oby były to złe dobrego początki.

polak w lidze hiszpańskiej

Rewolucja w Barcelonie

Przełożenie pierwszych meczów nowego sezonu La Liga najbardziej przydało się Barcelonie. „Blaugrana” poprzedni sezon może spisać na straty. Zakończyła go wszak bez żadnego tytułu, co dla takiego klubu musi być sporym rozczarowaniem. W La Liga piłkarze z Camp Nou stracili mistrzostwo Hiszpanii na rzecz Realu Madryt, w Copa del Rey odpadli już w ćwierćfinale z Athletic Bilbao, nie zdobyli także Superpucharu Hiszpanii po porażce w półfinale z Atletico Madryt. Ale czarę goryczy przechylić musiało odpadnięcie z Ligi Mistrzów po ćwierćfinałowej porażce z Bayernem Monachium w kompromitujących rozmiarach 2:8. Dla wszystkich stało się wtedy jasne, że przed nowym sezonem w Barcelonie musi dojść do zmian, ale takiego zamieszania chyba nikt się nie spodziewał.

Jak zwykle w takich przypadkach, jako pierwsza „poleciała głowa” trenera. Quique Setiena zastąpił Ronald Koeman – były znakomity piłkarz Barcelony i reprezentacji Holandii, a jako trener znany z „twardej ręki”. Na tym się jednak nie skończyło, bo zaraz potem wybuchła prawdziwa bomba – Leo Messi zapowiedział swoje odejście, wykorzystując jeden z paragrafów kontraktu z klubem. Tak zaczęła się kilkutygodniowa saga, zakończona pozostaniem największej gwiazdy na Camp Nou. Messi został jednak w klubie tylko dlatego, że chciał uniknąć procesu sądowego, bo jego konflikt z prezesem Bartomeu (który ma zresztą także inne kłopoty z prawem) bynajmniej się nie zakończył. Jakby tego było mało, drużyna przed nowym sezonem zamiast zostać wzmocniona, została osłabiona. Pozbyto się między innymi takich piłkarzy, jak: Luis Suarez (sprzedany do Atletico Madryt), Ivan Rakitic (Sevilla), Arturo Vidal, czy Nelson Semedo. W zamian do „Dumy Katalonii” przybył Miralem Pjanić z Juventusu Turyn, a z wypożyczeń wrócili m.in. Brazylijczycy: Philippe Coutinho i Rafinha.

“Wielka czwórka” strzela aż miło

Nie można się zatem dziwić, że kibice „Barcy” z wielkim niepokojem oczekiwali pierwszego meczu swojej drużyny w nowym sezonie La Liga. Tymczasem spotkała ich miła niespodzianka. W niedzielny wieczór na Camp Nou FC Barcelona lekko, łatwo i przyjemnie pokonała zawsze groźną ekipę Villareal 4:0, wynik spotkania ustalając już przed przerwą. Bohaterem meczu był 17-letni Ansu Fati, który zdobył dwie bramki i wywalczył rzut karny wykorzystany przez Leo Messiego. Skutecznością w trzeciej kolejce La Liga popisały się także pozostałe drużyny z „wielkiej czwórki” hiszpańskiej piłki nożnej. Atletico Madryt pokonało Granadę 6:1, a prawdziwe „wejście smoka” do nowej drużyny zaliczył Luis Suarez. Urugwajczyk wszedł na boisko w 71. minucie za Diego Costę i zdążył strzelić dwa gole. Bramkę w nowych barwach zdobył też inny były już piłkarz FC Barcelony – Ivan Rakitic, który przypieczętował wyjazdowe zwycięstwo 3:1 Sevilli nad Cadiz CF. Pięć goli padło w meczu innej drużyny z Sewilli – Betisu z Realem Madryt, ale to mistrzowie Hiszpanii byli o jednego gola lepsi. Inna sprawa, że ten zwycięski gol zdobyty został przez Sergio Ramosa po bardzo wątpliwym rzucie karnym.

Pierwszy hit w nowym sezonie

Pomimo całego zamieszania i licznych kontrowersji, a może właśnie dzięki nim, dalsza część sezonu La Liga zapowiada się niezwykle ciekawie. Tym bardziej, że rozgrywki nabiorą teraz rozpędu. W tym tygodniu rozegrane zostaną dwie kolejki – czwarta od wtorku do czwartku, piąta w weekend. W ramach najbliższej kolejki w środę Atletico zagra na wyjeździe z SD Huesca, a Real Madryt podejmie tego samego dnia Real Valladolid. Sevilla w czwartek będzie gościć Levante, a FC Barcelona zagra na wyjeździe z Celtą Vigo. Z kolei Eibar Damiana Kądziora będzie miał w środę szanse na pierwsze zwycięstwo, podejmując Elche CF. W piątej kolejce La Liga reprezentant Polski zagra w sobotę z Realem Valladolid. Tego samego dnia Atletico Madryt będzie gościło Villareal, a w niedzielę Real Madryt zagra w Walencji z Levante. Zwieńczeniem i przysłowiową wisienką na torcie piątej kolejki La Liga powinno być jednak spotkanie FC Barcelony z Sevillą. Początek w niedzielę o 21:00 na Camp Nou.

Adam Pisula

Kursy na hiszpańską La Ligę znajdziesz w STS! ⚽


Tags:

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?