Real Madryt – Sevilla na początek rundy rewanżowej La Liga

Real Madryt vs Sevilla FC

Po dwutygodniowej przerwie, w trakcie której rozegrano w Arabii Saudyjskiej turniej o Superpuchar Hiszpanii, wznawia rozgrywki La Liga. 20. kolejka rozpocznie rundę rewanżową, a jej najciekawszym spotkaniem będzie sobotnie starcie Realu Madryt z Sevillą na Estadio Santiago Bernabeu. Oczy kibiców będą też skierowane w niedzielę na Camp Nou, bowiem w Barcelonie sporo ostatnio się wydarzyło.

La Liga niby taka sama, a jednak…

Gdy spojrzymy na tabelę La Liga po zakończeniu rundy jesiennej, możemy dojść do wniosku zawierającego się w dwóch słowach: nic nowego. Na czele tercet faworytów: FC Barcelona, Real Madryt i Atletico Madryt. „Duma Katalonii” i „Królewscy” z taką samą ilością punktów i z pięciopunktową przewagą nad „Los Colchoneros”. Czyli wszystko wskazuje na to, że o tytuł powalczy Barcelona i Real, a Atletico ma największe szanse na trzeci stopień podium. Być może tak właśnie będzie, ale nawet jeśli ten scenariusz się sprawdzi, to obecny sezon – a przynajmniej jego pierwsza część – wcale nie jest taki sam, jak poprzednie. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Spójrzmy zatem na te szczegóły…

FC Barcelona i Real Madryt są na czele z taką samą ilością punktów (40), a więc żadna z tych drużyn nic nie straciła na półmetku do głównego rywala w walce o tytuł, co może nieco uspokajać kibiców zarówno z Camp Nou, jak i z Estadio Santiago Bernabeu. Szkopuł w tym, że obaj odwieczni rywale nie równają do siebie w górę, a raczej są silni słabością przeciwników. Od wielu bowiem lat lider pierwszej rundy La Liga nie miał na koncie tak mało punktów. W przypadku Barcelony – która mistrzem jesieni zostawała dwanaście razy na szesnaście ostatnich sezonów – jest to najmniejsza ilość punktów na półmetku rozgrywek La Liga od sezonu 2007/2008. Katalończycy mają też na swoim koncie największą ilość straconych goli na tym etapie rozgrywek od dziesięciu lat. 23 bramki w 19 meczach to naprawdę dużo, zwłaszcza gdy porównamy to do bilansu znajdujących się za plecami Barcy: Realu Madryt (12), Atletico Madryt (12) i Sevilli (18 straconych goli).

Odwrotny problem ma trzecie w tabeli Atletico Madryt. Przed sezonem ekipa z Estadio Wanda Metropolitano zapowiadała zmianę stylu na bardziej ofensywny, a rywali miał straszyć tercet napastników: Alvaro Morata, Diego Costa i Joao Felix, na którego klub wydał fortunę w letnim okienku transferowym. Względnie swoje zadanie spełnił tylko pierwszy z nich, który z siedmioma bramkami jest najlepszym strzelcem drużyny Diego Simeone w La Liga. Costa i Felix mają na koncie tylko po dwa trafienia, co nie jest najlepszą wizytówką dla napastników. W sumie cały zespół zdobył w 19 meczach pierwszej rundy La Liga tylko 22 gole i ustępuje pod tym względem wielu drużynom znajdującym się niżej w tabeli. Ta będąca bezpośrednio za Atletico, czyli Sevilla zdobyła akurat niewiele więcej, bo 24 bramki, ale i tak wydaje się, że obecna pozycja tego zespołu jest trochę ponad stan i możliwości. Dlatego możemy spodziewać się zawziętej pogoni ze strony Realu Sociedad i Valencii, co zapowiada ciekawą walkę o podium La Liga na koniec sezonu.

FC Barcelona bez Valverde i Suareza (na 4 miesiące)

Największym przegranym turnieju o Superpuchar Hiszpanii okazała się FC Barcelona i to nie tylko dlatego, że nie zdobyła trofeum. Kto wie, czy w perspektywie całego sezonu większą stratą nie okaże się brak w składzie Luisa Suareza. Urugwajski napastnik po przegranym meczu półfinałowym z Atletico Madryt (2:3) ponownie skarżył się na ból w kolanie. Okazało się, że konieczna była operacja łąkotki, po której Suarez ma być wyłączony z gry na prawie cztery miesiące.

Nie jest to już zmartwienie dla Ernesto Valverde, który po powrocie z Arabii Saudyjskiej został zwolniony ze stanowiska trenera Barcelony. Dla niektórych może być to kontrowersyjna decyzja, zważywszy na fakt, że przecież „Duma Katalonii” jest liderem La Liga i bez problemów wyszła z trudnej grupy w Lidze Mistrzów. Dla innych z kolei może być to przejaw przenikliwości i wyobraźni zarządu klubu z Camp Nou. Biorąc wszak pod uwagę to, o czym napisane zostało wcześniej, pozycja lidera La Ligi nie może usypiać czujności wobec przeciętnej gry zespołu i wyzwań jakie przed nim jeszcze w tym sezonie stoją.

Miejsce Valverde na ławce trenerskiej Barcelony zajął Quique Setien i dla wielu fanów katalońskiego klubu jest to bardzo dobry wybór. Jest on wyznawcą szkoły trenerskiej Johana Cruyffa, a jego ostatnim miejscem pracy był Betis Sevilla. Drużynę tę Setien prowadził od lipca 2017 do czerwca 2019 roku i dał się poznać kibicom Barcelony, gdy jego drużyna pokonała w spektakularnym stylu ich ulubieńców 4:3 na Camp Nou 11 listopada 2018 roku. Jak zadziała na piłkarzy Barcy tak zwany „efekt nowej miotły”, zobaczymy już w niedzielny wieczór podczas meczu z Granadą.

Real Madryt zjadł ciastko i… ma ciastko

Realowi Madryt udała się rzadka sztuka, określana powiedzeniem: „zjeść ciastko i mieć ciastko”. Z jednej strony zdobył Superpuchar Hiszpanii, pokonując w rzutach karnych Atletico Madryt, a wcześniej Valencię w spotkaniu półfinałowym. Z drugiej strony – w przeciwieństwie do Barcelony –  Real oszczędził podstawowych piłkarzy formacji ofensywnej. Do Arabii Saudyjskiej nie polecieli bowiem zmagający się z kontuzjami: Karim Benzema, Eden Hazard, Marco Asensio i chory Gareth Bale.

W sobotnim meczu 20. kolejki La Liga z Sevillą Hazard powinien być już do dyspozycji trenera Zinedine’a Zidane’a, występ Benzemy, Bale’a i Asensio stoi zaś pod znakiem zapytania. Podobnie jest w przypadku Sergio Ramosa, który podczas finałowego meczu o Superpuchar Hiszpanii z Atletico Madryt podkręcił kostkę, co nie przeszkodziło mu w dotrwaniu do końca spotkania i zdobyciu decydującego gola w konkursie rzutów karnych.

Adam Pisula

Tags:

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?