Polki pełne optymizmu po historycznym zwycięstwie w Montreux

Polskie siatkarki w Lidze Narodów

Reprezentacje Włoch (we wtorek), Niemiec (w środę) i Tajlandii (w czwartek) będą rywalkami naszej drużyny w pierwszym turnieju nowej edycji Ligi Narodów, rozgrywanym w Opolu. Biało-Czerwone przystąpią do rywalizacji opromienione historycznym zwycięstwem w mocno obsadzonym, prestiżowym turnieju towarzyskim Volley Masters w Montreux. W tej urokliwej szwajcarskiej miejscowości nad Jeziorem Genewskim, w ubiegłym tygodniu Polki w drodze po finałowy triumf pokonały między innymi Niemcy i Tajlandię, a więc drużyny z którymi przyjdzie im się zmierzyć ponownie w Opolu. To musi budzić optymizm zarówno u naszych siatkarek, jak i u kibiców obstawiających wyniki.     

Freddie Mercury „świadkiem” historycznego triumfu polskich siatkarek

Zapowiadając opolski turniej Ligi Narodów, trudno uciec od muzycznych skojarzeń. Tym bardziej, że do miasta Festiwalu Polskiej Piosenki nasze siatkarki przyjadą prosto z innego festiwalowego miejsca. Montreux słynie bowiem nie tylko z przepięknych widoków na Jezioro Genewskie i wyjątkowego, śródziemnomorskiego klimatu. Z promenady, ciągnącej się wzdłuż wybrzeża, na jezioro dumnie spogląda z cokołu Freddie Mercury. Pomnik legendarnego wokalisty nie znalazł się w tym miejscu przypadkowo. To tutaj zespół Queen nagrywał swoje ostatnie utwory. Nagrywały tutaj zresztą także inne legendy muzyki rockowej (m.in. Deep Purple, The Rolling Stones, czy Dawid Bowie). Corocznie odbywa się tu również głośny festiwal muzyki jazzowej. Każdego roku do tej słynnej miejscowości zapraszane są też kobiece siatkarskie drużyny narodowe, by rozegrać turniej towarzyski, który zazwyczaj jest niezwykle ważnym sprawdzianem na początku sezonu reprezentacyjnego, przed turniejami rangi mistrzowskiej.

siatkówka kobiet
Fot. Paolo Bona/Shutterstock

Tak było i w obecnej edycji. Do Montreux zjechało 8 drużyn, z których większość znajduje się w czołówce światowego rankingu. Tylko pełniące rolę gospodyń Szwajcarki znajdują się w tym rankingu niżej od Polek (które zajmują 26. miejsce). O randze i skali trudności turnieju świadczy też fakt, że reprezentacja Polski nigdy jeszcze go nie wygrała, nawet w czasach, gdy Biało-Czerwone były wyżej notowane w światowej hierarchii. Tym większą więc niespodzianką był triumf podopiecznych selekcjonera Jacka Nawrockiego, które pokonały dwukrotnie (w fazie grupowej i w finale) Japonię, Niemcy i Tajlandię. Jedynym zespołem, który znalazł sposób na nasze dziewczyny, były mistrzynie olimpijskie Chinki, które wygrały w fazie grupowej 3:1. Pesymiści mogą wprawdzie powiedzieć, że nie ma sensu „pompować balonika”, bo to tylko turniej towarzyski, a rywalki nie grały w najsilniejszych składach. To fakt, ale faktem jest też to, że i nasza drużyna grała osłabiona choćby brakiem Joanny Wołosz. Rozgrywająca włoskiej drużyny Imoco Volley Conegliano w ubiegłą sobotę grała w finale Ligi Mistrzyń, ale w Opolu ma dołączyć do koleżanek z kadry i będzie to niewątpliwie duże wzmocnienie. Liczymy też tradycyjnie na najlepiej punktującą w naszym zespole Malwinę Smarzek (MVP turnieju w Montreux).     

Liga Narodów początkiem sezonu wielkich wyzwań

Obecność Joanny Wołosz i skuteczność Malwiny Smarzek (jak i dobra dyspozycja pozostałych zawodniczek) przyda się zresztą w całym sezonie, w którym na drużynę czekają wielkie wyzwania, przede wszystkim kwalifikacje olimpijskie i Mistrzostwa Europy. Na dobry (oby) początek idzie jednak Liga Narodów, w której wyzwaniem jest walka o utrzymanie się w tych wprawdzie towarzyskich, acz prestiżowych rozgrywkach. System jest tak skonstruowany, że spośród 16 drużyn, 12 ma zapewnioną stałą obecność, bez względu na zajmowane miejsce w końcowej klasyfikacji. Cztery drużyny, to tak zwani „pretendenci”, z których najsłabsza spadnie i nie będzie mogła zagrać w następnej edycji. W poprzednim sezonie ten smutny los spotkał Argentynę. W obecnych rozgrywkach w roli „pretendentów” występują oprócz Polski: Belgia, Bułgaria oraz Dominikana i to głównie od tych drużyn Biało-Czerwone powinny być lepsze. Jest na to spora szansa, gdyż już w poprzedniej edycji Polki wykonały plan z nawiązką, zajmując w ostatecznej klasyfikacji 9. miejsce i wyprzedzając m.in. Japonki i Niemki, a w bezpośrednich spotkaniach okazywały się lepsze od takich tuzów, jak: Chiny, Rosja, czy Włochy. Właśnie drużyna z Italii będzie pierwszym rywalem naszego zespołu w Opolu, mecz już we wtorek o godz. 20:30.

Na opolskim turnieju Liga Narodów rzecz jasna się nie kończy. To dopiero początek. Rywalizacja będzie się toczyła przez pięć tygodni, w każdym z nich rozegrane zostaną cztery turnieje, których organizatorami będą poszczególni uczestnicy rozgrywek. Łącznie odbędzie się więc 20 turniejów, w ramach których rozegranych zostanie 120 spotkań fazy grupowej. Po jej zakończeniu pięć najlepszych drużyn w klasyfikacji końcowej i gospodarz (w tym roku będą nim Chiny) zagrają w turnieju finałowym (Final Six).

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?