Cardiff nie dorosło do finału Ligi Mistrzów?

Cardiff żyje finałem Ligi Mistrzów i widać to na każdym kroku. Do Walii zjechało się około 100 tysięcy kibiców obu drużyn, jednak miasto bez wątpienia nie było przygotowane na tak duże zainteresowanie i trzeba improwizować. A to nigdy nie jest najlepsze rozwiązanie.

UEFA przydzieliła rozgrywanie najważniejszego klubowego meczu na świecie miejscowości, która co prawda ma ładny i duży (66 tysięcy miejsc) stadion, jednak miasto to zamieszkuje mniej więcej tyle samo mieszkańców (341 tys.) co Bydgoszcz (355 tys.) czy Lublin (340 tys.). Jasne – trudno porównywać Cardiff do tych polskich miast, szczególnie pod względem renomy czy znaczenia międzynarodowego, jednak trudno również zrozumieć powody, którymi kierowała się UEFA przyznając mu organizację finału.

Kibice nie mają gdzie spać! 

Głównym kłopotem jest brak odpowiedniej bazy noclegowej. Cardiff jest gotowe na przyjęcie zaledwie czterech tysięcy gości! W stolicy Walii praktycznie niemożliwym jest znaleźć pokój w normalnej cenie, bowiem lokalni hotelarze na obecny weekend podnieśli ceny średnio o… 900%!

Today Cardiff sity

Post udostępniony przez harem.UK (@kurarash)

Oczywiście, gospodarzom nie można odmówić starań, bo szefowie miasta na terenie jednego z parków stworzyli ogromne pole namiotowe, jednak nocleg dla dwojga kosztuje na nim aż 170 euro (ponad 700 zł). Gdyby ktoś był zainteresowany namiotem premium, powinien szykować się na trzykrotnie wyższy wydatek. A to i tak rozsądne ceny, przynajmniej jak na Cardiff. Na popularnych stronach oferujących noclegi, na dzień przed finałem trudno było znaleźć coś za mniej niż 2000 złotych za noc, i to nawet w bezgwiazdkowym przybytku!

Trudności dotknęły nawet Real Madryt, który jest zmuszony zameldować się w czterogwiazdkowym hotelu, chociaż jego piłkarze zawsze śpią w tych o gwiazdkę lepszych. Kłopoty z Cardiff nie są jednak żadną nowością dla Los Blancos, bowiem w trakcie Superpucharu Europy z sierpnia 2014 roku pojawiały się te same problemy…

 Transport i komunikacja? Też jest słabo!

Kibice martwią się także, np. kwestią dojazdu do stolicy Walii, której lotnisko będzie w najbliższy weekend przechodziło bodaj najtrudniejszy test w historii. Port nie będzie w stanie obsłużyć wszystkich chętnych, nawet pomimo wybudowania prowizorycznego drugiego terminalu, przez który przewiną się jednak wyłącznie fani z Włoch (Juventus będzie gospodarzem finału). Zmusi to część fanów do podróży przez Bristol, Birmingham czy nawet oddalony o trzy godziny jazdy autem Londyn!

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze problemy np. z liczbą restauracji czy transportem lądowym. Cardiff co prawda zapowiada zwiększenie częstotliwości kursowania komunikacji miejskiej, jednak nie wydaje się, aby to wystarczyło. Nie ma co liczyć także na taksówki, bowiem w mieście zarejestrowanych jest zaledwie 300 osób z licencją przewozową. Kibice bez wątpienia muszą uzbroić się w cierpliwość i wygodne buty, bo policja zapowiedziała już, że na co najmniej dwa kilometry do stadionu zbliżą się tylko osoby z biletem na finał.

Niech futbol przyćmi wszystko!

Oby w sobotę o 20:45, kiedy rozpocznie się finałowa potyczka Juventusu z Realem, o tych niedogodnościach wszyscy zapomnieli. Niech piłkarskie święto w Walii przyćmi wszelkie uchybienia.

Jakub Kręcidło, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”
Tags:

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?