Atletico Madryt vs FC Barcelona hitem La Liga

La Liga: Atletico Madryt kontra FC Barcelona

W niedzielę na Estadio Wanda Metropolitano w Madrycie dojdzie do jednego z najciekawiej zapowiadających się meczów tego sezonu hiszpańskiej La Liga. Miejscowe Atletico podejmie drużynę Barcelony, a na tle tego spotkania czai się kilka dodatkowych smaczków…

Ciasno w czołówce La Liga

Hiszpańska La Liga ma za sobą już 14 rozegranych kolejek po których widać, że raczej nie dojdzie w tym sezonie do rewolucyjnych zmian w hierarchii najlepszych zespołów. Faworyci, czyli FC Barcelona, Real Madryt, Sevilla i Atletico Madryt okupują wszak pierwsze cztery miejsca w tabeli. Nie oznacza to jednak, że do końca rozgrywek La Liga będziemy się nudzić. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze – pomiędzy czołową czwórką są bardzo małe różnice punktowe. Po drugie – grupa pościgowa jest dość liczna, a jej dystans do czołówki także nie jest wielki. To zaś powoduje, że każdy mecz pomiędzy wymienionymi zespołami może mieć duży wpływ na układ tabeli i sporo jeszcze może się zmienić.

Póki co, z takich bezpośrednich spotkań liderów La Liga rozegrane zostały cztery: w 5. kolejce Sevilla przegrała z Realem Madryt 0:1, w siódmej Atletico Madryt zremisowało z Realem 0:0, w ósmej FC Barcelona pokonała Sevillę 4:0, a w 12. kolejce Sevilla zremisowała z Atletico 1:1. W 10. kolejce miał się odbyć największy hit La Liga, El Clasico, czyli mecz: FC Barcelona – Real Madryt, ale z powodu zamieszek w stolicy Katalonii, został on przełożony na 18 grudnia.

Na podstawie tych wyników można już wysnuć pewne wnioski. Pierwszy jest taki, że w korzystnej sytuacji znajduje się Sevilla, która ma już za sobą mecze z całą trójką liderów. Zdobyła w nich wprawdzie tylko jeden punkt, ale nie spowodowało to utraty kontaktu z czołówką, a do końca rundy jesiennej La Liga czekają ten zespół już tylko spotkania z teoretycznie słabszymi rywalami. Najmniej, bo tylko jeden mecz z drużynami z czołówki rozegrała jak dotąd FC Barcelona, z kolei Atletico Madryt obydwa starcia zremisowało. Wpisuje się to zresztą w trend jakiemu najwyraźniej w obecnym sezonie hołduje ekipa trenera Diego Simeone, która zremisowała połowę z czternastu rozegranych w La Liga spotkań. W najbliższej kolejce dojdzie do spotkania Barcelony z Atletico właśnie i będzie to niezwykle interesująco zapowiadający się mecz. I to nie tylko ze względu na to, co napisane zostało powyżej…

FC Barcelona, czyli dobre wyniki pomimo słabej gry

„Duma Katalonii” już dawno nie była tak powszechnie krytykowana, jak w obecnym sezonie. A przecież, po spojrzeniu na tabelę La Liga i Ligi Mistrzów, można by się zdziwić – za co ta krytyka? W obydwu rozgrywkach FC Barcelona jest wszak liderem. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. W lidze hiszpańskiej „Barca” doznała już trzech porażek i to z niżej notowanymi przeciwnikami. Przegraną na inaugurację w Bilbao z Athletikiem można było jeszcze jakoś przełknąć, bo to nie był ostatnio łatwy dla Barcelony rywal, a i forma mogła jeszcze być trochę wakacyjna. Ale już porażek z Granadą i Levante nie można było niczym usprawiedliwić. Kibice zespołu z Camp Nou mogli mieć uzasadnione obawy o wyniki meczów z rywalami z najwyższej półki. Te obawy nieco tylko zostały rozwiane pogromem Sevilli przez FC Barcelonę w ósmej kolejce La Liga.

Drugim powodem do zmartwienia jest tylko osiem ligowych bramek Leo Messiego, co dla napastnika tego kalibru jest mizernym osiągnięciem. Messi jeszcze słabiej pod tym względem wygląda w Lidze Mistrzów, w której zdobył tylko dwa gole w pięciu meczach. FC Barcelona w grupie F po czterech kolejkach była liderem, ale nie miała jeszcze pewnego awansu. Sytuację skomplikował jej remis ze Slavią Praga, czyli kolejna w tym sezonie strata punktów z teoretycznie o wiele słabszym rywalem. Ale w pozostałych meczach Champions League gra Barcelony też nie wyglądała perfekcyjnie i trzeba obiektywnie przyznać, że punkty były zdobywane bardzo szczęśliwie. Tak było zwłaszcza w zremisowanym meczu z BVB w Dortmundzie i wygranym u siebie z Interem Mediolan. Dopiero ostatnie zwycięstwo w środowym meczu z Borussią Dortmund na Camp Nou wlało trochę więcej nadziei w serca fanów FC Barcelony. Było to zwycięstwo zdecydowane, a wynik 3:1 był najmniejszym wymiarem kary dla dortmundczyków. Najjaśniejszym punktem w szeregach Blaugrany był zaś Lionel Messi, który napędzał większość akcji ofensywnych, ponadto zdobył gola, a przy dwóch pozostałych asystował.

Atletico Madryt, czyli królowie remisów

Niedzielni ligowi rywale FC Barcelony mają jeszcze więcej kłopotów i jakoś nie widać, żeby szybko mieli się z nich otrząsnąć. A początek sezonu La Liga na to nie wskazywał, bowiem Atletico Madryt wygrało trzy pierwsze mecze. W następnych jedenastu kolejkach „Los Colchoneros” dodali do tego już tylko trzy kolejne wygrane oraz aż siedem remisów i jedną porażkę. W Lidze Mistrzów zremisowali tylko raz – z Juventusem w Madrycie w pierwszej kolejce. Ale porażki w dwóch ostatnich kolejkach (z Bayerem Leverkusen i z Juve) spowodowały, że nie mogą być jeszcze pewni awansu do fazy pucharowej.

Główny problem Atletico Madryt to brak „armat”, czyli skuteczności w ataku. W pięciu meczach Ligi Mistrzów podopieczni Diego Simeone zdobyli tylko sześć goli, w czternastu rozegranych w ramach La Liga – szesnaście, co jest najsłabszym osiągnięciem spośród drużyn z czołówki tabeli. Widać, że dziura po odejściu do Barcelony Antoine Griezmanna jest trudniejsza do załatania, niż mogło się wydawać. Chimeryczni i zmagający się z problemami zdrowotnymi Diego Costa i Joao Felix mają na koncie tylko po dwie bramki w La Liga, a najskuteczniejszy w tej sytuacji napastnik Atletico Alvaro Morata zdobył tylko pięć goli. Dlatego też występ w niedzielnym hicie francuskiego napastnika będzie z pewnością dodatkowym smaczkiem. Tym bardziej, jeśli przypomnimy sobie awanturę jaka wybuchła pomiędzy FC Barceloną i Atletico Madryt na tle transferu Griezmanna. Francuz w tym sezonie wprawdzie też nie zachwyca, ale zdobył dla Barcelony cztery gole w La Liga i jednego w Lidze Mistrzów.

Adam Pisula

Tags:

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?